W POSZUKIWANIU PLACU ZABAW IDEALNEGO ROZMOWA Z ARCHITEKTKĄ KRAJOBRAZU ANNĄ KOMOROWSKĄ

Emilia Osińska; Czy architekci i artyści plastycy w Polsce zainteresowani są projektowaniem innowacyjnych placów zabaw dla dzieci w przestrzeni publicznej? Wydaje się bowiem pokutować przekonanie, że to zajęcie raczej mało twórcze i niezbyt poważne… Skąd innąd interesujące, co leży u podstaw takiego przeświadczenia… Czyżby kompleksy?

Anna Komorowska; Nie wydaje mi się, żeby architekci rezygnowali z projektów placów zabaw, bo są niezbyt poważne. Nigdy nie spotkałam się z takim argumentem. Przeciwnie – zaprojektowanie dobrego placu zabaw jest wyzwaniem i szalenie trudnym zadaniem, a do tego kosztownym i problematycznym. Plac zabaw musi być przede wszystkim bezpieczny, spełniać normy, posiadać certyfikaty. Cała procedura związana z pozwoleniami jest czasochłonna i droga. Myślę jednak, że powodem, dla którego artyści i architekci nie podejmują takiego tematu jest to, że nie dostają takich zleceń. Po prostu. Deweloper lub administrator osiedla, odpowiedzialny za postawienie placu zabaw, woli wziąć „gotowiec” z katalogu, bo tak jest szybciej, łatwiej i przede wszystkim taniej. To tak jak z budową domu. Większość Polaków budując dom weźmie projekt z katalogu, a nie zamówi go u architekta. Z wiadomych powodów.

Jestem przekonana, że w Polsce znalazłaby się spora grupa artystów i architektów zainteresowanych projektowaniem przestrzeni dla dzieci.

Przeglądając, chociażby w Internecie, realizacje ze Stanów, Wielkiej Brytanii, Niemiec czy Danii, zapiera dech w piersiach jak fenomenalne mogą być place zabaw. Dlaczego w Polsce praktycznie brak niekomercyjnego, odważnego i artystycznie zaangażowanego wzornictwa? Nie chodzi tu chyba przede wszystkim o blokadę natury ekonomicznej a raczej o głęboka nieświadomość tego, jak mogłoby być? Co Pani zdaniem stanowi tu podstawową przeszkodę?

Myślę, że jednak powody ekonomiczne są na pierwszym miejscu. Ale prawda, brakuje wiedzy na temat jak mogłoby być. Kończyłam kierunek architektura krajobrazu, czyli najbardziej, wydawałoby się, zbliżony do tego zagadnienia. Tymczasem na studiach nie miałam zbyt wielu wykładów o dobrych placach zabaw. Trudno więc się dziwić, że osoby mniej związane z tym tematem, nie mają pojęcia o tym jak projektuje się na świecie. Bo niby skąd mają to wiedzieć. Brakuje literatury na ten temat, dobrych portali internetowych (mówimy oczywiście o polskojęzycznych). No i przede wszystkim wciąż brak dobrych przykładów na miejscu, które mogłyby inspirować.

Jaka najciekawsza realizacja powstała Pani zdaniem w Polsce w przeciągu ostatniego roku, dwóch lat? Prawdę powiedziawszy nie znam takiej, którą mogłabym wskazać na 100%, ale wynika to też z tego, że nie mam zbyt wielu okazji do zwiedzania polskich placów zabaw (jeszcze ;). Może takie realizacje są, ale są mało promowane. Trudno powiedzieć. Oczywiście samolotowy plac zabaw w parku na os. Dywizjonu 303 to pierwsza jaskółka, która mam nadzieję, jednak wiosnę uczyni…

Czy w Polsce powstają publiczne place zabaw dostosowane do potrzeb dzieci niepełnosprawnych fizycznie i umysłowo?

Na pewno przy ośrodkach, gdzie na stałe przebywają niepełnosprawne dzieci, wprowadza się pewne udogodnienia dla nich. Nie umiem jednak podać przykładu publicznego placu zabaw, na którym mogłyby bawić się jednocześnie dzieci sprawne i niepełnosprawne. Bo nie należy zapominać, że taki plac zabaw powinien służyć integracji, a nie podziałowi – tu bawią się zdrowe dzieci, a tu chore.

Czy w najbliższej przyszłości istnieją szanse na utworzenie w Krakowie placu zabaw na miarę Parku Guliwera w Walencji czy projektu Grounds for play w Glasgow? Doskonała lokalizacja namierzona: plac między Karmelicką a Dolnych Młynów na tyłach WBP…

Nie wiem czy chciałabym tam widzieć Guliwera, bo akurat niezbyt mi się ten projekt podoba :)). Myślę, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby taki plac zabaw powstał. Nie sądzę jednak, żeby było to możliwe w podanej przez Panią lokalizacji. Choć trzeba przyznać, że w centrum Krakowa w ogóle brakuje placów zabaw.

Czy jeśli taki projekt miałby powstawać to czy we współpracy z komercyjnymi dostawcami sprzętu czy niezależnie? Jeśli taki projekt już istnieje, jakie są jego podstawowe założenia? Co stanowi o jego specyfice?

Jak wspomniałam wcześniej w projektowaniu placów zabaw niezwykle trudne są procedury związane z uzyskaniem pozwoleń i certyfikatów. Dlatego może nie trzeba całkowicie obrażać się na katalogi, ponieważ oferowany tam sprzęt jest opatrzony niezbędnymi certyfikatami. Można jednak pomyśleć nad wyborem dobrych, ciekawych zabawek, takich jak np. produkcji Richter Spielgärete (jak pisała autorka bloga Playscapes – jedyny katalog, który może polecić) oraz nad kompozycją całości. Problemem naszych placów zabaw są nie tylko banalne, powtarzalne zabawki, ale również to, że całość traktowana jest jak worek, do którego wrzuca się bez ładu wszystkie sprzęty. Dużo zależy od ustawienia poszczególnych elementów, od kształtowania całego krajobrazu wokół – różnic poziomów, granic (nie musi to być metalowy płotek), zastosowanej roślinności oraz przede wszystkim – myśli przewodniej. Każde miejsce jest inne. W każdym miejscu bawi się inna grupa dzieci. Dlaczego więc wszystkie place zabaw są identyczne? Należy wsłuchać się w genius loci, zaprosić miejscowe dzieci i wspólnie wymyślić wspaniałą historię, która stanie się osnową dla koncepcji. Rewelacyjnym przykładem jest plac zabaw w Millenáris Park w Budapeszcie, na którym odnajdujemy elementy nawiązujące do jednego z węgierskich podań ludowych.

Marzenia a rzeczywistość, czyli porozmawiajmy o finansach. Jakiego rzędu kwota potrzebna jest szacunkowo, aby powstał niebanalny plac zabaw? Jak to się ma do cen placów zabaw „z pudełka”. Skąd takie fundusze pozyskać?

Koszt budowy placu zabaw zależy od ogromnej ilości czynników – od wielkości, miejsca, w którym się znajduje, elementów, które zawiera, grupy docelowej, która będzie z niego korzystała, użytych materiałów i wielu, wielu innych. Dlatego nie da się jednoznacznie powiedzieć ile miałby kosztować „niebanalny plac zabaw”. Na pewno, w porównaniu z placem zabaw z katalogu – trzeba doliczyć koszt indywidualnego projektu oraz koszty związane z pozyskiwaniem odpowiednich certyfikatów. Moim zdaniem jednak, to wcale nie oznacza, że plac zabaw musi być bardzo drogą inwestycją. W pracowni k., którą prowadzę, przygotowujemy się do projektu (który będziemy chcieli również zrealizować) placu zabaw wykonanego z naturalnych materiałów – łatwego do samodzielnego wykonania, niepowtarzalnego i przede wszystkim taniego. Mam nadzieję, że uda nam się znaleźć odważnego partnera, który zainwestuje w taki eksperyment.

Czy w ciągu ostatnich lat zauważa Pani w Polsce jakieś znaczące zmiany w podejściu do kwestii placów zabaw, ich projektowania, realizacji (jeśli chodzi tak o organa rządowe, jak o odbiór społeczny)? Jakiego rodzaju są to zmiany?

Przede wszystkim obserwujemy wzrost świadomości rodziców. Zarówno jeśli chodzi o rozwój dziecka, jak o jego otoczenie. Na rynku zaczęły pojawiać się dobrze zaprojektowane, ciekawe wizualnie zabawki (najczęściej jeszcze ekologiczne). Spotykamy coraz więcej miejsc przyjaznych maluchom i rodzicom. Organizowane są warsztaty rozwojowe, ale takie które wymagają zaangażowania od rodziców (odchodzimy od modelu przerzucania dziecka z jednych zajęć na drugie). Powstają takie gazety jak „Gaga”. Świadomym rodzicom nie jest obojętne czy miejsce, w którym przebywa ich dziecko jest banalne i brzydkie, czy estetyczne i pobudzające do kreatywności. Z czasem to właśnie rodzice zaczną „wymuszać” na deweloperach, władzy lokalnej, zmianę w tym kierunku. Tutaj widzę szansę na powodzenie nowych, ciekawych pomysłów.

Często podkreśla Pani w swoich tekstach ogromną wagę aktywnej partycypacji dzieci w projektowaniu placów zabaw. Na czym konkretnie taka współpraca dzieci i dorosłych miałaby polegać?

Pamiętajmy, że plac zabaw to miejsce, w którym będą przebywać dzieci. Brzmi to banalnie, ale niestety mam wrażenie, że o tym zapominamy. Argument o tym, że kiedyś sami byliśmy dziećmi nie jest wystarczający. Owszem byliśmy, ale zdążyliśmy o tym zapomnieć. Zapomnieć o tym co naprawdę sprawiało nam frajdę (często nie były to „bezpieczne” zabawy). Wiele podręczników dotyczących projektowania placów zabaw podkreśla, że dzieci są najlepszymi specjalistami od zabawy. Dlatego nie można pominąć ich udziału w procesie projektowania, a nawet tworzenia placu zabaw. W jakim sposób pytać dzieci o ich zdanie? Raczej nie będą to ankiety. Warto zorganizować warsztaty, w ramach których dzieci opowiedzą, narysują, przedstawią na modelu swoje pomysły. Warto również inspirować dzieci, pokazać im ciekawe przykłady ze świata, otworzyć ich (tak, aby oderwały się od placów zabaw, które znają). Zebrane pomysły mogą stać się inspiracją dla architekta. Ale tutaj rola dzieci się nie kończy. Warto pomyśleć o prezentacji gotowej koncepcji. Dzieci są wymagającymi klientami, potrafią wprost powiedzieć co im się w projekcie nie podoba. Jeżeli jest taka możliwość, niektóre czynności przy budowie placu zabaw mogą być wykonane wspólnie z dziećmi, jak np. sadzenie roślin lub malowanie ogrodzenia.

Jaka jest reakcja władz, projektantów i osób decyzyjnych na ideę projektowania z udziałem dzieci?

Wszystko zależy od ludzi. Partycypacja społeczna, czy dotyczy ludzi dorosłych, czy dzieci – bywa uciążliwa, jest przede wszystkim czasochłonna i droga. Ale ponieważ coraz więcej mówi się o udziale mieszkańców w projektowaniu przestrzeni publicznej, coraz więcej instytucji, ale również przedstawicieli lokalnej władzy korzysta z konsultacji społecznych – należy mieć nadzieję, że dzieci również zostaną dopuszczone do głosu.

W roku szkolnym 2007/2008 oraz 2008/2009 Małopolski Instytut Kultury w Krakowie realizował skierowany do przedszkoli i szkół projekt edukacyjny „Oswoić przestrzeń”, w ramach którego prowadzono warsztaty z dziećmi poświęcone głównie kreowaniu przestrzeni placów zabaw. Czy inne krakowskie instytucje podejmują tego rodzaju inicjatywy? Jak wygląda w tym względzie sytuacja w innych częściach kraju? Czy ewentualne działania ograniczają  się  do jednorazowych akcji czy pojawiają się istotne długofalowe inicjatywy?

Celem projektu „Oswoić przestrzeń” jest przede wszystkim edukacja przestrzenna dzieci i młodzieży. Chcieliśmy jednak pokazać uczniom, że architektura to nie tylko kolejne warsztaty, ale rzeczywista przestrzeni wokół nas. Dlatego ważnym elementem była realizacja wybranych, drobnych elementów projektów zagospodarowania terenów wokół szkół partnerskich. Wspólnie z uczniami budowaliśmy kwaterę ogrodową, ławkę czy „Ścieżkę bosych stóp”. Temat edukacji przestrzennej jest bardzo obszerny i mógłby stać się tematem osobnego artykułu. Odsyłam na stronę internetową www.autoportret.pl, na której co tydzień zamieszczane będą opisy ciekawych warsztatów lub scenariusze zajęć z Wielkiej Brytanii, Finlandii, Niemiec, Austrii i innych krajów, jak również z Polski. Mówiąc o samej Polsce – tak, podejmowane są działania tego typu. Być może nie są tak widoczne jak te zachodnie, ale organizacje takie Stowarzyszenie Akademia Łucznica czy Wędrowni Architekci (pozwolę sobie zatrzymać się na tych dwóch) czynią wiele starań w tym kierunku.

Komentując, z resztą z dużym rozczarowaniem, program rządowy „Radosna Szkoła” pisała Pani, że mógł się on stać doskonałą okazją do podjęcia szerszej dyskusji o tym „w  jaki sposób projektować place zabaw, aby służyły rekreacji, edukacji i ogólnemu rozwojowi”? Co stanowi tutaj według Pani kwestię kluczową?

Przede wszystkim nie mogą to być powtarzalne place zabaw. Jak mówiłam wcześniej – każde miejsce ma swoją specyfikę, którą należy uwzględnić w projekcie. Ważne jest również, aby zabawki na placach zabaw nie sugerowały tylko jednego sposobu użycia, tzn. aby można było je wykorzystać na kilka sposób. Właśnie z tego powodu niezwykle rozwijające są naturalne place zabaw. Rekreacji i rozwojowi na pewno nie sprzyja siedzenie na gumowej nawierzchni. Wykładanie całego placu zabaw tzw. bezpieczną nawierzchnią jest coraz powszechniejsze, ale wcale nie konieczne. Normy określają powierzchnię jaka jest niezbędna. W wielu wypadkach piasek lub inne sypkie nawierzchnie, są w zupełności bezpieczne. Stają się one również materiałem do zabaw – przesypywania, kopania dołów, tuneli, zamków… Pole do popisu dla wyobraźni. Przykłady można mnożyć.

Czy poza programem „Radosna szkoła” zostały podjęte ostatnio inne inicjatywy ministerialne  czy władz niższego szczebla na rzecz liczniejszych, mądrzejszych i ciekawszych placów zabaw?

Nie znam podobnych inicjatyw, dlatego z radością przyjęłam wiadomość o tym, że Ministerstwo Edukacji dofinansuje przyszkolne place zabaw. Niestety program okazał się wielkim rozczarowaniem, z powodów o których wcześniej mówiłam – sztampowości, powtarzalności schematów, zachęcania do tworzenia identycznych placów zabaw z katalogu. Wielu zapisów programu nie rozumiem. Dlaczego wszystkie dofinansowane place zabaw muszą mieć bezpieczną nawierzchnię w określonym kolorze (niebieskim i pomarańczowym), powinny być prostokątne i płaskie… Autorzy programu argumentują to potrzebą łatwego dostępu. I to jest właśnie to, o czym wspominałam – ktoś kto pisze coś takiego chyba zapomniał, że w dzieciństwie uwielbialiśmy wspiąć się na pagórek, a potem się z niego sturlać, a zimą zjechać na sankach…

Co z aktywnością organizacji pozarządowych w tym względzie?

Wspomniana już przeze mnie Akademia Łucznica, w ramach prowadzonej od lat edukacji architektonicznej, zrealizowała razem z dziećmi plac zabaw, wykonany z naturalnych materiałów – drewna, wikliny. Plac zabaw, może nie w 100% bezpieczny z punktu widzenia norm i certyfikatów, był ulubionym miejscem zabaw dzieci przez całe lato. Wiklinowy, kręcący się (!) domek na drzewie powstał również przy leśniczówce w Dąbrowie Dolnej, zajmowanej przez Stowarzyszenie Odnowica. Jak widać można :)).

I na koniec, jak Pani zdaniem powinien wyglądać idealny plac zabaw? Co znalazłoby się na nim z pewnością, czego na pewno nie pominęłaby Pani robiąc taki projekt?

Idealny plac zabaw to taki, na których chcą bawić się dzieci (i to nie tylko z braku innego miejsca), który rozwija ich kreatywność, który zachęca do wspólnych zabaw, który nie jest sprzeczny z duchem miejsca, który uwzględnia potrzeby i pomysły dzieci (tych konkretnych dzieci, które tam się bawią), który rozwija się razem z dziećmi (stopniowo dorastającymi i odchodzącymi, z nowymi). A dla mnie osobiście powinien być jeszcze naturalny :)).

Dziękuję za rozmowę.

ANNA KOMOROWSKA (ur. 1982)

Architektka krajobrazu i pedagog. Studia na Wydziale Architektury Politechniki Krakowskiej, Technicznym Uniwersytecie w Kaiserslautern (Niemcy) oraz Wydziale Humanistycznym Akademii Górniczo-Hutniczej. W latach 2007-2009 koordynatorka programu „Autoportret. Warsztaty” w Małopolskim Instytucie Kultury. Założycielka projektowo-edukacyjnej pracowni k. (http://www.pracowniak.pl). Autorka licznych publikacji związanych z edukacją architektoniczną dzieci i młodzieży, m.in.. w: Zieleń Miejska, portal ArchitekturaKrajobrazu.info, kultura enter miesięcznik wymiany idei, autoportret. Pismo o dobrej przestrzeni, portal miejsca.org, portal architekci.pl.

(Emilia Osińska)

Reklamy

10 Komentarzy

  1. plantowy on

    Rada Dzielnicy I (Stare Miasto) przymierza się do dwóch placów – może studenci opracowali by koncepcje dla nich?
    Jeden ma być na Plantach w Ogrodzie Stradom na tyłach Royalu, drugi na Bulwarze Inflanckim w rejonie dawnego kościoła św. Jakuba (tam też ma powstać rezerwat archeologiczny)

  2. tentototen on

    Fajnie że coś zaczyna się dziać.Że są ludzie którzy potrafią spojrzeć dalej.Życzę miastu by coś z tego wyszło, żeby Kraków miał do zaoferowania coś więcej niż stare miasto.Tak naprawdę to jest dobry czas by zacząć takie projekty i powinno to być szerzej zorganizowane.Większy plan na większą ilość lat.Dziwie
    się brakowi współpracy między miastem a wydziałem architektury
    pk dziwię się barkowi współpracy między miastem a formami przemysłowymi asp. Nie rozumiem, czy darmowe pomysły ludzi którzy aż się palą do tego, są nie do zaakceptowania?czy lepiej płacić z budżetowych pieniędzy za coś co można mieć za darmo?mam nadzieję że ktoś wreszcie o tym pomyśli!Fajnie że miałem możliwość przeczytać ten wywiad, dzięki!

    • Anna Komorowska on

      Mam pewne wątpliwości czy można „załatwić” projektowanie przestrzeni publicznej „darmową” pracą studentów. Jak wspomniałam – na uczelni brakuje zajęć poświęconych tematowi placów zabaw, albo są one traktowane marginalnie. Trudno więc oczekiwać, że studenci bez doświadczenia stworzą doskonały projekt. A kto zajmie się pozyskiwaniem certyfikatów, przygotowaniem projektu budowlanego i wykonawczego, nadzorem budowlanym? To nie takie proste. Dobry projekt musi kosztować. I może tutaj powinno się coś zmienić. W świadomości, że na projekt trzeba (i warto!) znaleźć pieniądze. I że ma to rzeczywiste przełożenie na jakość przestrzeni.

      • tentototen on

        no i widzi Pani, tak się składa że jestem studentem tejże pk i chyba nie twierdzi Pani ze na uczelni nie ma ludzi kompetentnych do stworzenia projektu budowlanego pod plac zabaw, boisko sportowe itp itd?!nas studentów uczy sie robienia wszystkiego prócz rzeczy praktycznych.I ja nie piszę tu tylko o najbliższych dwóch dniach ale o próbie wypracowania współpracy miedzy miastem, a uczelnią.Wydaje mi się ze na dłuższa metę wyszłoby to na dobre obu stroną.Wiem że dziś nic nie ma bez pieniędzy, i dla Pani projektowanie to zródło dochodu.Myślę jednak że byłoby warto choćby spróbować zamiast powielać stereotypy o polskiej mentalności…

  3. plantowy on

    To jest szerszy i głębszy problem.
    Pisząc o studentach miałem na myśli coś na kształt burzy mózgów – ćwiczeń na poszukiwanie pomysłów, a nie koniecznie projekt realizacyjny.
    Jako absolwent pk (sprzed 30 lat) widzę problem nauczania jasno. Jak może ktoś kogoś czegoś nauczyć, gdy kończąc uczelnie zostaje asystentem, adiunktem, a w końcu profesorem, nie będąc tak na prawdę na budowie? Ta choroba trwa od lat!.
    We Francji po pierwszym roku teorii, następne lata studenci spędzają w pracowni projektowej profesora, gdzie pracują nad realizowanymi projektami, z bieżącą praktyką na budowach. Architekt w pierwszej kolejności musi być doskonałym rzemieślnikiem, a artyzm przychodzi z czasem.
    Potrzeba zmiany sposobu nauczania – nauczyciel architektury musi być mistrzem w zrozumieniu cechowym.

  4. tentototen on

    Szanowny Panie „plantowy” mowimy jakby o tym samym, ja tez widze ze to jest głębszy problem nauczania, nas przyszłych architektow. I mysle (to nie jest tylko mój glos) ze zamiast załamywać rece możemy podjąć chocby probe zmiany istniejącego statusu. My mlodzi jesteśmy już pokoleniem które nie ma większych kompleksow względem zachodu, czujemy się jego czescia i nie chcemy wciaz być gdzies z tylu, chcemy współtworzyć obraz dzisiejszej architektury. Dobrze widzimy co dzieje się u nas a co na swiecie, jeździmy na programy wymiany w rozne miejsca w europie, dostrzegamy jak to wyglada tam. Ale nie chcemy wciąż zyc podzialem, ONI gdzies tam z przodu, i MY wiecznie goniacy. Uwazam ze wydzial jest skostnialy i sa ludzie tzw BETON którzy sa za utrzymaniem status quo. Ale skoro tak jest teraz nie znaczy to ze tak być musi zawsze. Widze na uczelni ludzi którzy chetnie wzieli by udzial w takiej inicjatywie. Potrzeba tylko silnego glosu jeszcze lepiej glosow mówiących ze jest to konieczne. Wydaje mi się ze takie projekty jak owe place zabaw to dobry punkt zaczepienia, nie wiem tak naprawde jak Pan to widzi, ale wedlug mnie jedyna szansa na zmiane czegokolwiek jest powolna reforma. Pozwolmy sobie nawzajem spróbować, jak się nie uda to trudno, swiat się nie zawali, ludzie nie zgina.Ale jeżeli się uda będziemy mieć szanse no otwarcie nastepnego rozdzialu. My studenci chcemy mieć możliwość zdobywania doświadczenia, zarówno przy nakreślaniu koncepcji, współtworzeniu projektow budowlanych, jak i przy pracach na budowie. Jestem wielkim zwolennikiem terminowania przyszłych architektow na placach budow. Sam przepracowałem tam blisko rok i wiem jak to wyglada. Wiem co mysla o tym budowlancy i za kogo uważają dzisiejszych absolwentow.

  5. Anna Komorowska on

    >jak się nie uda to trudno, swiat się nie zawali, ludzie >nie zgina.

    Ja również jestem za tym, żeby studenci mieli więcej (duuużo więcej) praktyki i kontaktu z prawdziwymi projektami, budową itd. Ale skoro mówimy o placach zabaw – błagam nie eksperymentujmy na dzieciach!
    Dyskusja, burza mózgów, konkurs – owszem, jak najbardziej. Zresztą były już takie konkursy (ogłaszane przez Architekturę.Murator, dla studentów właśnie, albo przez Pałac w Wilanowie) i z przykrością stwierdzam, że efekty nie powalały pomysłowością, nie wychodziły poza utarte schematy. Nie umiem powiedzieć dlaczego. Mimo to, jestem przekonana, że trzeba próbować dalej – organizować warsztaty projektowe, zapraszać studentów na dyskusje, ale (odpowiadając na pytanie z poprzedniego komentarza) – tak, uważam, że student, bez doświadczenia pracy w biurze, nie przygotuje projektu budowlanego i wykonawczego oraz nie poprowadzi budowy! I czy jest to wina uczelni? Czy można coś zrobić, żeby to zmienić? Poziom nauczania na polskich uczelniach jest tematem na szerszą dyskusję.

    W takim razie ja mam pytanie – mówimy o placach zabaw, o tym, że są z katalogu, o tym czy dla architektów są ciekawym tematem, o bezpiecznych nawierzchniach, które są wszędzie, bez zastanowienia czy rzeczywiście są potrzebne… Dlaczego nie komentujemy tego, dlaczego nie rozmawiamy o dobrze zaprojektowanych placach zabaw, nie podajemy tych „zachodnich” przykładów, z których można czerpać?
    To jest właśnie to – wolimy dyskutować o tym jak uczą polskie uczelnie (a dokładniej krakowska PK, którą ja również kończyłam), zamiast coś zrobić – zacząć rozmowę na ten konkretny temat: jaka jest przyszłość naszych placów zabaw? Jak je projektować, aby rozwijały, a nie tylko zapełniały czas?
    Zapraszam do (merytorycznej) dyskusji :). Pozdrawiam,
    Anna Komorowska

  6. Anna Komorowska on

    „jak się nie uda to trudno, swiat się nie zawali, ludzie nie zgina”.

    Ja również jestem za tym, żeby studenci mieli więcej (duuużo więcej) praktyki i kontaktu z prawdziwymi projektami, budową itd. Ale skoro mówimy o placach zabaw – błagam nie eksperymentujmy na dzieciach!
    Dyskusja, burza mózgów, konkurs – owszem, jak najbardziej. Zresztą były już takie konkursy (ogłaszane przez Architekturę.Murator, dla studentów właśnie, albo przez Pałac w Wilanowie) i z przykrością stwierdzam, że efekty nie powalały pomysłowością, nie wychodziły poza utarte schematy. Nie umiem powiedzieć dlaczego. Mimo to, jestem przekonana, że trzeba próbować dalej – organizować warsztaty projektowe, zapraszać studentów na dyskusje, ale (odpowiadając na pytanie z poprzedniego komentarza) – tak, uważam, że student, bez doświadczenia pracy w biurze, nie przygotuje projektu budowlanego i wykonawczego oraz nie poprowadzi budowy! I czy jest to wina uczelni? Czy można coś zrobić, żeby to zmienić? Poziom nauczania na polskich uczelniach jest tematem na szerszą dyskusję.

    W takim razie ja mam pytanie – mówimy o placach zabaw, o tym, że są z katalogu, o tym czy dla architektów są ciekawym tematem, o bezpiecznych nawierzchniach, które są wszędzie, bez zastanowienia czy rzeczywiście są potrzebne… Dlaczego nie komentujemy tego, dlaczego nie rozmawiamy o dobrze zaprojektowanych placach zabaw, nie podajemy tych „zachodnich” przykładów, z których można czerpać?
    To jest właśnie to – wolimy dyskutować o tym jak uczą polskie uczelnie (a dokładniej krakowska PK, którą ja również kończyłam), zamiast coś zrobić – zacząć rozmowę na ten konkretny temat: jaka jest przyszłość naszych placów zabaw? Jak je projektować, aby rozwijały, a nie tylko zapełniały czas?
    Zapraszam do (merytorycznej) dyskusji :). Pozdrawiam,
    Anna Komorowska

  7. Emilia Osińska on

    Zgadzam się, że naprawdę warto zastanowić się nad ogłoszeniem otwartego konkursu na projekt placu zabaw wśród studentów przede wszystkim architektury, ale także ASP i kierunków pokrewnych. „Trudno więc oczekiwać, że studenci bez doświadczenia stworzą doskonały projekt”. O doskonały projekt niezwykle trudno nie tylko wśród studentów. A warto spróbować; prawdopodobnie efekt nie będzie doskonały, ale może być bardzo dobry, szczególnie, że na krakowskiej architekturze, choć zapewne nie tu jedynie, nie brakuje ambitnych, zdolnych i pomysłowych studentów, których propozycje mogą okazać się bardzo wartościowe. Zakładam też, że jeśli ktoś przystępowałby do takiego konkursu samodzielnie uzupełniłby ewentualne braki w wiedzy na temat konkretnych zagadnień związanych z projektowaniem placów zabaw właśnie, wynikających z niedoboru zajęć poświęconych tej tematyce (na samodzielnych poszukiwaniach i przemyśleniach polega wszak w gruncie rzeczy studiowanie…). Nie wyolbrzymiałabym też problemu jeśli chodzi o pozyskiwanie certyfikatów i tym podobne kwestie. Przecież nikt nie mówi, że studenci mają projektować całkowicie „samopas’ lub że realizacje mają być przeprowadzane bez udziału doświadczonych fachowców, co byłoby wręcz absurdem. Nikt nie chce tu eksperymentować na dzieciach. Myślę, że wśród kadry znalazłby się ktoś, kto zechciałby służyć radą i pomocą studentom w fazie projektowania, kto moderowałby chociażby ową „burzę mózgów” właśnie, nic nie stoi też na przeszkodzie współpracy z dowolną pracownią projektową. Oczywiście, zadaniem niezmiernie ważnym jest aby przekonywać, że w place zabaw warto inwestować pieniądze i to duże. Moim zdaniem jednak, dobry projekt musi dużo kosztować, ale przede wszystkim dużo pracy, nie – pieniędzy. Ponadto, jeśli pokarzemy aktualnym studentom, że projektowanie placów zabaw może być pasjonujące i jest niezmiernie ważnym i odpowiedzialnym zadaniem, być może przyszli architekci będą bardziej otwarci na współpracę i zaangażowani w projektowanie małej architektury na rzecz dzieci. „Czym skorupka za młodu..”… Poza tym, to, że jeden czy dwa konkursy nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, nie znaczy, że sama inicjatywa jest trefna, co wydaje się oczywiste, pierwszy raz z reguły rozczarowuje. Jeżeli naprawdę zależy nam na pięknych, oryginalnych placach zabaw (a jestem przekonana że, wszystkim nam biorącym udział w niniejsze wymianie komentarzy leży na sercu ten problem) nie możemy się tak szybko załamywać i musimy starać się wykorzystywać każdą okazję, która stwarza szanse na narodzenie się interesującego projektu. Refleksja i konstruktywna dyskusja na temat przyszłości naszych placów zabaw niewątpliwie jest cenna, ale dlaczego tak bardzo bronić się przed szansą jaką stwarza ogłoszenie wiadomego konkursu.

    PS. 1 A jeśli mówimy o realizacjach zachodnich, przykładów cały wachlarz, chociażby na blogu Playscapes. Kilka z tych, które moim zdaniem warto poddać pod dyskusję i przedstawić studentom na spotkaniach przygotowujących do konkursu zobaczyć można na zdjęciach załączonych do mojego wcześniejszego postu, między innymi o realizacje z Glasgow (Grounds for Play), Berlina (Postdamer Platz) czy Walencji (Park Guliwera). Warto tu ponadto wspomnieć chociażby monachijski BUGA playground czy Carlton playground w Melbourne. Państwa opinie i propozycje?

    PS. 2
    Dziękuję za wskazanie możliwych lokalizacji!:)

  8. plantowy on

    Okazuje się, że projekt placu zabaw na Kazimierzu (bulwar Infladzki) jest już wykonany. Konserwator JJ sprzeciwił się urządzeniu pod nazwą „Santa Maria” (chyba chodzi o żaglowiec Kolumba). Nawierzchnia placu – poliuretanowa!
    Jeden problem, że niedługo w tym miejscu mają być podjęte badania archeologiczne nad dawnym kościołem św. Jakuba, a cały teren to przykościelny cmentarz (był to kościół parafialny prawdopodobnie od XII wieku do zburzenia i likwidacji parafii w końcu XVIII wieku). Terytorialnie była to jedna z największych parafii Krakowa – to i ilość pochowanych musi być ogromna.
    Szczegóły na temat placu można uzyskać w Radzie Dzielnicy I Stare Miasto.
    Jeżeli potrzeba konsultacji technicznej służę swoim doświadczeniem.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: