Archiwum autora

Z cyklu sztuka współczesna w przestrzeni miejskiej Krakowa- odcinek pierwszy, oby nie ostatni.

hala turbin Otwarta dla publiczności kilka dni temu realizacja Mirosława Bałki w Tate Modern w Londynie zbiera fantastyczne recenzje; „ praca Mirosława Bałki staje w rzędzie najbardziej udanych projektów w Hali Turbin” pisze krytyk Guardiana Adrian Searle, „to po prostu najlepsza dotąd instalacja” uważa Rachel Campbell- Johnson z „The Times”. Nazwisko polskiego artysty przeszło do historii sztuki powszechnej. Jest dziesiątym z kolei twórcą, któremu powierzono do zaaranżowania przestrzeń Tate Modern i który świetnie poradził sobie z wyzwaniem.
Tymczasem w Krakowie trwa dyskusja na temat rzeźby Auschwitzwieliczka, tutejszej realizacji Mirosława Bałki, tymczasowo umieszczonej na placu Niepodległości.
Wśród członków stowarzyszeń dzielnicy Podgórze, gdzie stanęła praca, zapanował strach, że deklarowana przez organizatorów Festiwalu Art Boom tymczasowość lokalizacji jest fikcją i (porównując do pomnika Lenina na Placu Centralnym) przepowiadają, że rzeźba Bałki będzie, wbrew woli mieszkańców, stać w obecnym miejscu przez długie lata.
Zdaniem Krakowskiego Biura Festiwalowego praca Bałki to wielka szansa by wypromować i ożywić turystycznie dzielnicę, która ciągle pozostaje na marginesie najważniejszych atrakcji Krakowa. Czytając artykuły z ogólnopolskiego wydania Gazety Wyborczej czy The Guardian trudno nie przyznać organizatorom racji.

Jednak słuszność mogą mieć także ci, którzy zauważają, że Podgórzanie zostali „na siłę” uszczęśliwieni sztuką, jaką niekoniecznie  rozumieją i doceniaja . Sztuką, która dla nich może stanowić jedynie estetycznie drażniący, surowy w formie, betonowy tunel ingerujący w przestrzeń bez ich zgody.
Internauci, zaostrzając dyskusję, we właściwy sobie bezpośredni sposób, grzmią, że Sztuki w tej „konstrukcji budowlanej” nie dostrzegają, zwracając uwagę na jej potencjał jako szaletu publicznego…

W tonie znacznie poważniejszym, władze dzielnicy wyrażają zaskoczenie zgodą Miasta na realizację rzeźby Bałki na tym placu, dodając, że ustawiony tam tunel komplikuje realizację projektu aranżacji tego miejsca, utrudniając w znaczny sposób organizację pogórskich imprez cyklicznych.
W odpowiedzi dyrektorka KBF – Magdalena Sroka informuje, że plany lokalizacji były przedstawiane radzie dzielnicy wiosną. Przed wystawieniem rzeźby kontaktowano się również  z lokalnymi instytucjami, a nawet zorganizowano akcję ulotkową, mającą na celu poinformowanie mieszkańców o wydarzeniu.
Organizatorzy Art Boom’u podkreślają liczne trudności, z jakimi musieli się zmagać w czasie poszukiwań lokalizacji dla rzeźby Auschwitzwieliczka, która zgodna byłaby z wizją artysty, uzyskała pozwolenie Miasta, a także stanowiła kompromis wobec władz dzielnicy.

Wśród interesujących opinii godny dyskusji wydaje się komentarz, że jakkolwiek realizacja projektu Bałki właśnie w Krakowie jest spektakularnym sukcesem artystycznym i prestiżem dla miasta, to jednak poniesiono kolejną klęskę społeczną.Pojawiają się zdecydowane głosy, iż świat sztuki nie powinien decydować o kształcie publicznej przestrzeni.

Górnolotnie podsumowując, należy głęboko się zastanowić jak w przyszłości oswajać mieszkańców polskich miast ze sztuką współczesną,przekonać o klasie artystów takich jak Bałka. Kwestią otwartą pozostaje problem, w jaki sposób doprowadzić do sytuacji, w której za 20 lat, jak życzyłaby sobie dyrektor artystyczna Art Boom’u Małgorzata Gołębiewska, takie dyskusje miały marginalne znaczenie, a artyści, kuratorzy wraz z mieszkańcami i radami dzielnic wspólnie decydowali o obecności sztuki współczesnej na placach i ulicach polskich miast.

(Marta Skowrońska)

Reklamy

Czy artysta ma prawo zawłaszczać przestrzeń publiczną i kreować ją według swego uznania? Czarne punkty według młodego pokolenia artystów.

’Przestrzeń Publiczna jako „nowa scena kultury”, to największa przemiana, jakiej ulega dziś sztuka współczesna.’(Rahim Blak)

Kontynuując dyskusję nad rolą sztuki w miejskiej przestrzeni, przedstawiamy kolejne opinie, tym razem młodych artystów- Rahima Blaka, Dominika Stanisławskiego i Michała Zawady. Ich wypowiedzi poszerzają nasz odbiór zagadnienia Miasta, jako bezgranicznej przestrzeni wystawienniczej. Poruszają także temat edukacji odbiorców oraz zjawiska przenikania sztuki w różne dziedziny życia codziennego…

„Czarne Punkty ujawniły, jak bardzo złożonym problemem staje się ingerencja w przestrzeń publiczną w miejscu, które z regułami debaty społecznej zdaje się dopiero zapoznawać. Trudności piętrzą się na wielu poziomach. Oczywiście, zasadnicze rozgrywają się w warstwie politycznej i można powiedzieć, systemowej. Jak w demokratyczny sposób ingerować w publiczną przestrzeń, która, jak sama nazwa wskazuje, należy do każdego obywatela, bez wyjątku? Przecież każde wejście w taką przestrzeń jest już jakiegoś rodzaju zawłaszczeniem, a zasłanianie się hasłami na temat dobra wspólnego, idąc za Żiżkiem, często staje się gestem par excellance ideologicznym, ukrywającym konkretne (choć często wcale nie negatywne) interesy. Kto daje nam prawo, żebyśmy, będąc historykami sztuki, urbanistami, artystami decydowali o tym, jakiego rodzaju interwencje są dobre, a jakie złe? Przecież nie jesteśmy już w bezpiecznej przestrzeni galerii. Jak słusznie zauważył w pewnym miejscu Łukasz Białkowski, hipokryzją byłoby roszczenie sobie takich praw, ale czy, z drugiej strony, można się na tym zatrzymać, dochodząc do impasu, nierozwiązywalnego konfliktu interesów poszczególnych grup społecznych?”(Michał Zawada)

Zgodnie chyba odpowiemy, że należy temat drążyć, niestrudzenie poszukując dróg wyjścia i badając nowe strategie działania…

„Organizatorzy Czarnych Punktów wybrali, jak sądzę, słuszną drogę – edukacyjną. Nie było podawania gotowych rozwiązań, które, bezdyskusyjnie znaleźć się powinny w naszym mieście. Zdecydowali się raczej wskazywać zaistniałe projekty, które w jakiś sposób wytrzymują próbę czasu w innych miejscach, które przecież w podobny sposób borykają się z problemami ingerencji w PP. Oczywiście, żadne tego rodzaju rozwiązanie nie obywa się bez kontrowersji – i na to trzeba być przygotowanym.”( Michał Zawada)

„Myślę, że głównym powodem, dla którego podczas dyskusji padło więcej wątków niż podczas wykładu jest rozmiar tematu, którego nie dało się zamknąć w ramach jednej prezentacji. To świadczy o ogromnym zapotrzebowaniu na tego typu debaty. Z jednej strony artyści, dla których liczy się tylko sztuka, z drugiej aktywiści, którzy chcą „zmieniać świat na lepszy” nie tylko za pomocą sztuki. Tak jak wspominałem podczas dyskusji, pomników typu Piłsudzki czy Skarga, nie
można oceniać w kategoriach złego czy dobrego dzieła, bo one  w tych kategoriach się nie mieszczą, ale to nie znaczy, że nie boli artystów ich poziom, boli bardziej niż kogokolwiek, dlatego rola twórcy nie kończy się tam gdzie jego  ilozofia sztuki. Dodam jeszcze dla sprostowania, że ładniejszy, fajniejszy i jakikolwiek inny pomnik dalej nie byłby sztuką, bo z założenia od początku miał być pomnikiem (funkcja komemoratywna) upamiętnia to co ważne dla jego inicjatorów i w sposób im bliski. Rola artysty jest zupełnie inna niż dopasowywanie się do oczekiwań bractw i stowarzyszeń. Ja np. zmieniłbym postać Skargi na inną, lub wyszedł z inicjatywą postawienia pomnika lub
wyburzenia, a to jest poza kategorią formalną. Przybliżanie pomników do sztuki za pomocą doboru „rzeźbiarzy” sprawniejszych technicznie lub reprezentujących bardziej współczesną formę jest banałem.”(Rahim Blak)

”Zgadzam się z opinią Rahima Blaka, który zauważa, iż w przypadku czarnych punktów, po których oprowadziły Ania i Aneta nie mamy do czynienia ze sztuką (a więc automatycznie nie mamy do czynienia z artystą). Oczywiście to rodzi dyskusję na temat definicji sztuki, ale wymienione realizacje porównałbym do sytuacji, w której dziewiętnastowieczne martwe natury nieewokujące niczego innego poza nimi samymi przedstawia się jako współczesną sztukę. Tutaj sytuacja jest równie kuriozalna, już na wstępie mamy do czynienia z czymś z obszaru historii sztuki (gdzie proszę wybaczyć tak duży skrót myślowy). Z moim ujęciem sztuki w żaden sposób poszczególne „czarne punkty” nie korespondują. Dysponujemy zresztą dziewiętnastowiecznym określeniem niemieckim (bodajże Nietzche’go): ‘wyrobnictwo’. Oceniam tę sytuację w taki sposób: to nie jest sztuka. To są mniej lub bardziej sprawne realizacje boleśnie szablonowych założeń zleceniodawców. Tak rozumiem argument Blaka, artyście nic do tego! Tak ustanowionej siatki pojęć – moim zdaniem – w czasie dyskusji zabrakło. Prelegentki milcząco założyły, że czarne punkty to wyłuskane ze świata sztuki niefortunne zdarzenia. To właśnie, moim zdaniem, oburzyło uczestniczących w dyskusji czynnych artystów i teoretyka.”(Dominik Stanisławski)

”Z problemem estetyki PP trudno spotkać się w zasadzie na każdym szczeblu edukacji. To jest właśnie „czarny punkt” – przemilczanie zagadnień, które dotyczą zjawisk dotykających nas bezpośrednio, na co dzień. Będąc studentem historii sztuki i malarstwa, na uczelniach problem ten raczej nie jest podnoszony (za wyjątkiem jednego wykładu na ASP, który, choć w niewyczerpujący sposób, dotyka tej tematyki) – podobnie, jak cała przestrzeń teoretyczna, która problem partycypacji i aktywności sztuki w przestrzeni publicznej od dekad stara się podnosić. Najgorsze, że przy obecnych metodach kształcenia, nawet nie przychodzi mi do głowy sposób, w jaki można by to zmienić.”(Michał Zawada)

Jak więc edukować przyszłych artystów i obywateli miast ze światem sztuki bezpośrednio niezwiązanych, by wspólnie i harmonijnie tworzyli oni nowoczesny estetyczny wizerunek publicznej przestrzeni? Czy możliwe jest by akademikom i twórcom udało się nawiązać dialog z szerszym gronem odbiorców, zachęcając je do uczestniczenia w akacjach i projektach związanych ze sztuką współczesną?

dobry przykład idzie z góry…? stolica ma kolejny park sztuki!!

Od połowy czerwca w Warszawie funkcjonuje Park Sztuki, nietypowa przestrzeń wystawiennicza dla wykładowców i studentów warszawskiej ASP.  Stacja metra Młociny stała się miejscem, w którym prezentowane będą prace młodych artystów. Ta ciekawa inicjatywa jest wynikiem współpracy ASP w Warszawie z Zarządem Transportu Miejskiego zawiązanej rok temu, zgodnie z którą w zamian za artystyczne wsparcie projektów  ZTM, młodzi artyści otrzymują możliwość pokazania prac w miejscach uczęszczanych codziennie przez tysiące mieszkańców miasta. Park Sztuki Młociny jest interesującą odpowiedzią na pytanie o rolę artystów i Akademii w procesie kształtowania i wzbogacania miejskiej przestrzeni… a także przykładem udanej współpracy twórców z władzami miasta… sami oceńcie pierwsze tego rezultaty.

Czarne punkty – drogi wyjścia – DYSKUSJA- komentarze, problemy, postulaty.

Dyskusja wzbudziła wiele skrajnych emocji… skłoniła też grono ludzi związanych z krakowskim światem sztuki do wyrażenia swojej opinii na temat poruszanych zagadnień… Przykładem są wypowiedzi przytaczane poniżej.

Rezultatem spotkań z „czarnej” serii było wyartykułowanie pewnych problemów, pojawienie się ciekawych postulatów i interesujących spostrzeżeń. Wszystkie zagadnienia związane z problemem Czarnych punktów Krakowa można, nieco upraszczając, zamknąć w obrębie kilku zagadnień. Z bogatej korespondencji powstałej z inspiracji opisanych wyżej spotkań, dokonałam wyboru fragmentów odnoszących się do poszczególnych punktów:

1. Problem odbiorcy, adresata realizacji w przestrzeni miejskiej Jedną z kardynalnych kwestii jaka pojawiła się w wymianie zdań jest zagadnienie rozbieżności w ocenie estetycznej danego obiektu w przestrzeni publicznej. Rozbieżności, która związana jest z grupą społeczną odbiorcy. Zdaniem rozmówców należy zdecydowanie przeciwdziałać hermetyzowaniu sztuki i zwrócić szczególną uwagę na nawiązanie kontaktu pomiędzy dziełem a mieszkańcem miasta. Problem nie tkwi więc w adaptacji narzuconych rozwiązań ale szeroko pojętej edukacji.

„Uważam, że przechodnia (tak mieszkańca miasta, sąsiada realizacji, jak też odwiedzającego Kraków turystę, studenta) nie można traktować jak ‘ćwierćinteligenta’, którego uświadamiać/pouczać/przypominać/naprowadzać należy ‘strzałem między oczy’ pięścią odlaną w brązie! Przestrzeń publiczna jest z samej definicji wspólna, dlatego mam prawo czuć oburzenie, że zleceniodawca (czy rzemieślnik, który wykonał zlecenie?) nie docenił moich – przechodnia! – walorów intelektualnych.  Z drugiej strony i tutaj zgoda z Pawłem Brożyńskim, skrajnie skomplikowanym ‘sztucznym’ konstrukcjom zostawmy miejsce w galeriach, do których nikt nie jest zmuszony wchodzić. W tym kontekście przykłady realizacji, jakimi podparły się Aneta i Ania są moim zdaniem świetnie wyważone.”(Dominik Stanisławski, ASP im. J. Matejki w Krakowie)

2. Kwestia tworzenia stowarzyszeń zajmujących się kształtowaniem przestrzeni miejskiej

„Co do Stowarzyszeń to nie mam żadnych wątpliwości, że tego typu forma aktywizacji mieszkańców ma sens. Spójrzmy chociażby na efekt działań Stowarzyszenia „Przyjazny Kazimierz”- rozpoczęli debatę nad przyszłym kształtem pl. Nowego i targowiska na nim zapraszając m.in. zarządców podobnych placów z Londynu, urbanistów itp. oraz wywalczyli konsultacje społeczne przy okazji konkursu architektonicznego na pl. Wolnica. Przynależność do Stowarzyszeń, jak i sama świadomość, że istnieją i walczą, pozwala uwierzyć mieszkańcom w moc sprawczą ich głosu i prawo do kształtowania tkanki miasta. Z drugiej strony miasto i rady dzielnic chętniej negocjują z konkretnymi osobami wybranymi jako przedstawiciele z ramienia danych organizacji.”(Tomasz Lelek. Politechnika Krakowska)

„Uważam, że grupowanie się w stowarzyszenia ma zasadniczy sens, ponieważ pozwala oddolnie kształtować ‘swoje własne podwórko’. Czyli nie czekamy z założonymi rękami, aż odezwie się do nas Warszawa, wojewoda, Miasto czy rada dzielnicy. Łączę to z pytaniem o ostatecznego beneficjenta, czyli odbiorcę.”(Dominik Stanisławski, ASP Im. J. Matejki w Krakowie)

3. Rola artysty w procesie zagospodarowania przestrzeni.

„Co do oceny aktualnej sytuacji to na usta ciśnie się sformułowanie, że w Krakowie nie ma mowy o operujących w przestrzeni miejskiej artystach w liczbie mnogiej. I o ile jest to pewną przesadą, o tyle pokazuje, że właściwie wszelkie realizacje podsuwane są jednej osobie nieoficjalnie piastującej stanowisko ‘nadwornego rzeźbiarza’, gdzie o konkursie, czy choćby publicznie otwartym  forum raczej się nie słyszy. Ale nie obarczałbym ‘winą’ samej osoby, a raczej przywiązanie kolejnych zleceniodawców (‘miejskich’ i prywatnych) do wybierania w ich mniemaniu sprawdzonego (bezpiecznego i ideologicznie doskonale przewidywalnego?) realizatora swych złożeń, co jest nietransparentne. I teraz: niewątpliwie mnie, jako mimowolnego uczestnika-odbiorcę tych poczynań ma prawo to zainteresować, a co więcej, mam prawo coś takiego oprotestować. Dlatego uznaję zainicjowanie dyskusji za bardzo ważne.”(Dominik Stanisławski, ASP)

4. Postulaty jak przeciwdziałać namnażaniu się czarnych punktów w mieście:

„Myślę, że zorganizowanie Międzynarodowego Biennale Rzeźby w Krakowie skupiające się na rzeźbie w przestrzeni placów miejskich jest warte przeanalizowania. Tego typu impreza poprzez działanie poza galeriami szybko trafiałaby do odbiorców i pomagała kształtować gust mieszkańców miasta, podobnie jak to czyni ArtBoom oswajać ich ze sztuką współczesną na ulicach. Miasto mogłoby odkupywać rzeźbę od artysty, który zdobędzie grand prix i w ten sposób pozostawiać ślad po każdym Biennale.”(Tomasz Lelek, Politechnika Krakowska)

„Sadzę że „zrywanie trawy” i działania happeningowe nie załatwią sprawy. W sumie, to może nie powinniśmy tak całkiem walczyć z narodową „potrzebą pomników”. Skoro naród chce mieć solidny, „spiżowy” znak w przestrzeni publicznej, to dlaczego ma go nie mieć? I nie uważam żeby uwłaczało artyście odpowiedzieć na takie zapotrzebowanie – wg mnie dobrym przykładem jest pomnik Sandra Pertiniego autorstwa Aldo Rossiego w Mediolanie (a jakże – każdy mówi o tym co widział:) Tutaj jednak przestrzeń kształtował nie artysta lecz architekt, o ile to ma dla kogoś znaczenie…”(Mateusz Grzęda, UJ)

” Myślę, że jedynym argumentem mogącym wpłynąć pozytywnie na władze miasta jest argument merkantylny. Za przykład podałbym doskonale znane wszystkim zainteresowanym realizacje architektoniczne z Bilbao czy Graz, które przyciągają i zatrzymują ciekawskich okupujących w tym celu hotele i restauracje. Oczywiście implikuje to szersze ujęcie działania w przestrzeni miejskiej, ale nic nie jest oderwane od reszty i tutaj posłużyłoby tylko w celach ‘uświadamiających’. O tyle jest to jednak trudne (jeśli nie niemożliwe), że w Krakowie postawy tradycjonalistyczne zwykło się uważać za atut. Tylko ten atut – to właśnie trzeba jakoś pokazać rajcom – nie przynosi zawsze dodatkowego dochodu (nie wspominając o tak cenionym splendorze), a raczej wzbudza drwiące uśmiechy odwiedzających Kraków turystów przyzwyczajonych do ‘czegoś więcej’ w przestrzeni publicznej. Ten drugi argument, argument ‘ze wstydu’, w parze z merkantylnym miałby, moim zdaniem, szanse otworzyć oczy włodarzom. Do tego trzeba sobie powiedzieć jasno: dyskusja o tym, jak szeroka jest definicja sztuki i co z jej świata lepiej ‘zagra’ w przestrzeni miejskiej władz miasta nie zainteresuje. Ale już unaocznienie rajcom, iż zlecone realizacje jedynie pozornie są sztuką, może wywołać mentalną przemianę, która swe praktyczne przełożenie znalazłaby w przyszłości. W końcu, jak zauważa Mateusz Grzęda, jesteśmy społeczeństwem, które musi stawiać pomniki. Zgadzamy się wszyscy co do jednego – stawiajmy dobre!”(Dominik Stanisławski, ASP)

Pojawiły się także sugestie, że miejsca, które zasługują już na miano Czarnych punktów, należy „oswajać” za pomocą różnorakich działań, imprez i happeningów. Ciekawą propozycją wydaje się być stworzenie pod pomnikiem SKARGI krakowskiego Speaker’s Corner znanego z Hyde Parku w Londynie. Każdy z tych punktów wymaga głębszego przeanalizowania. Komentarzy i odpowiedzi na te problemy powinniśmy zacząć poszukiwać nie tylko w „środowisku”, ale wśród władz miasta, architektów miejskich, deweloperów, a także, a może przede wszystkim, obywateli miasta, których zdanie powinno być kluczowym w tej dyskusji. Podsumowując po raz kolejny pozwolę sobie zacytować Dominika Stanisławskiego :

„Wygląda na to, że łatwy do zdiagnozowania problem jest o wiele bardziej skomplikowany w aspekcie rozwiązania, jako że jest to kwestia zmiany sposobu myślenia zleceniodawcy, przy zgodzie przechodnia na tę zmianę. Raczej trudne! – nie od dziś wiemy, jak oporną materią jest ludzka mentalność. Kto miałby dokonać tej zmiany? – artysta (Artysta?), kółko się zamyka. Wymiana ‘nadwornego rzeźbiarza’ na innego nic nie da.”

Czarne punkty – czy kolejnej katastrofy można będzie uniknąć…?!?

21 czerwca ulicami Krakowa przeszedł nietypowy kondukt żałobny. Pierwszego dnia lata opłakiwano nie stratę, a kolejno następujące po sobie narodziny- wznoszenie kolejnych nadętych w treści a miałkich w formę pomników ku chwale i pamięci, które sukcesywnie odsłaniane w najbardziej reprezentacyjnych częściach miasta, infekują jego tkankę banałem i nudą.

W ramach odbywającego się w naszym mieście w dniach 12-22 czerwca Festiwalu ArtBoom_01 Fundacja Splot, przy współpracy z Fundacją Wschód Sztuki i Klubem Krytyki Politycznej w Krakowie zorganizowały spacer szlakiem realizacji, których powstanie wzbudza nieustannie wiele kontrowersji, rzucając cień na mechanizmy funkcjonowania i przebiegu  procesu urzeczywistniania  artystycznych zamówień publicznych.

Kondukt nie miał jednak charakteru happeningu czy akcji protestacyjnej, a raczej wspartej komentarzem ekspertów, prezentacji poszczególnych obiektów. Wnioski, które narodziły się podczas spaceru miały skłonić do dyskusji nad drogami wyjścia z niebezpiecznej dla przestrzeni miejskiej sytuacji.

Trwający ponad dwie godziny spacer,  przerodził się w ożywioną rozmowę na temat niejasnych zasad  powstawania nowych pomników, niedemokratycznym wyborze projektów przeznaczonych do realizacji, pomijaniem obywateli a przede wszystkim specjalistów, krytyków i historyków sztuki w podejmowaniu decyzji dotyczących planów zagospodarowania miasta.

22 czerwca odbyło się w Pawilonie Wyspiańskiego drugie spotkanie, opatrzone prowokującym podtytułem- DROGI WYJŚCIA. Prowadzące – Anna Będkowska i Aneta Rostkowska, zaprezentowały powstałe na terenie Europy rzeźby, które ich zdaniem tworzą „jasne” punkty w przestrzeni miejskiej, „ stanowiąc przykłady udanego i twórczego podejścia do tematu”.[1]

Wśród omawianych obiektów przeważały realizacje niemieckie .

Głównym celem prelegentek była prezentacja pomników, które w odróżnieniu od obowiązujących tendencji podchodzą do tematu historii w sposób oryginalny i interesujący, rezygnując z przestarzałej XIX – wiecznej estetyki.  Prowadzące chciały przekonać, że należy w takich realizacjach korzystać z metafory, skojarzeń, abstrakcji rezygnując z kolejnych pełno postaciowych, spiżowych olbrzymów o wyniosłej pozie i groźnym spojrzeniu. Pokazały także jak nasi zachodni sąsiedzi radzą sobie z trudnymi  i wymagającymi wyczucia i subtelności zagadnieniami.. Nie zabrakło przykładów rzeźb dekoracyjnych, stanowiących żartobliwy, pogodny bądź estetycznie przyjemny element w mieście (prace Eliassona i Oldenburga).

Kluczowymi punktami prezentacji były jednak; przedstawienie sposobu funkcjonowania stowarzyszeń i organizacji, które współkształtują przestrzeń miejską w Niemczech, a także wskazanie różnych dróg finansowania realizacji publicznych, dzięki bezpośredniemu zaangażowaniu władz i mieszkańców miasta.

Prezentacja wzbudziła wśród uczestników spotkania pewne kontrowersje ale przede wszystkim pobudziła do ożywionej, momentami nazbyt zażartej dyskusji . W krakowskim świecie sztuki zabulgotało( na wrzenie należy jeszcze poczekać…);  prezentowano kolejne problemy, padały nowe wzajemne oskarżenia, odpowiedzialność za kolejne czarne punkty przerzucana była pomiędzy władze, artystów, akademików a społeczeństwo. Zabrakło moderatora, który zapanowałby nad temperamentem niektórych interlokutorów, jasno przedstawiając cele i problemy prezentowane  w czasie spotkania, a także uczciwie rozdzielając prawo do głosu.

Spotkanie należy jednak uznać za niezwykle istotne i inspirujące. Zapoczątkowało ono wielowątkową dyskusję nad problemami miasta Krakowa, stanowiąc  zwieńczenie Festivalu ArtBoom_01 oraz zapowiedź wyjątkowego ruchu o nazwie Projekt Miejski. Współtworzony przez Małopolski Instytut Kultury, Klub Krytyki Politycznej, Fundacja Splot i Fundacja Wschód Sztuki program ma w sposób konkretny i namacalny, edukować, interweniować i prowokować debatę, na którą od lat czekają mieszkańcy Krakowa.

Kolejnym koniecznym krokiem, jaki należy podjąć jest zapoczątkowanie dialogu z władzami miasta, zmuszenie urzędników do aktywnego włączenia się w sprowokowaną już dyskusję, by w Krakowie zawrzało i nie trzeba było uciekać się do metod tak drastycznych jak postulowane w czasie spotkania wysadzanie krakowskich pomników…


[1] Prezentacja dostępna jest tutaj.