Archiwum autora

never ending story………

W pierwszych słowach chciałbym podziękować Gazecie Wyborczej, dzięki której możemy uzyskać informację o nowych, pomnikowych inicjatywach. Następne podziękowania, tym bardziej zdecydowanie zjadliwe, kieruje w stronę krakowskich radnych, niezawodnych w pobudzaniu krążenia krwi w żyłach mieszkańców. Problemem nie jest jedynie wspaniały pomysł wybudowania treściowo pustego niczym wydmuszka 25 metrowego brązowego klocka utrzymanego w stylu narodowo-dźwigajowym ale samowola Stowarzyszenia im. Płk. Ryszarda Kuklińskiego. W artykule czytamy „Rzeźbiarz też jest sprawny, boję się jednak, że będą nam chcieli utrącić tę inicjatywę konkursem architektonicznym. Ale nie zgodzimy się na żaden konkurs! Jak nam go nakażą, idziemy do innego miasta „. Co do sprawności profesora Dźwigaja nie mamy żadnych wątpliwości, owoce jego pracy możemy przecież oglądać na kilku krakowskich placach. Pan profesor jest przecież naszym krakowskim nadwornym rzeźbiarzem (na przemian z Mitorajem). Zastanawiające jest natomiast że Stowarzyszenie tak chętnie stawia pomnik, będący estetycznie przejrzałym, wtórnym pod względem symboliki (dwukrotnie przestrzelone lewe skrzydło) wybrykiem grupy entuzjastów tematyki narodowej, którzy nie przyjmując żadnej krytyki, roszczą sobie prawa do przestrzeni publicznej. Co więcej grożą że pomnik stanie w innym mieście (najgorszemu wrogowi z Bytomia, Tarnowa czy Olkusza nie życzyłbym budzić się rano i oglądać dźwigarowego orzełka).

Krytykując pomnik daleki jestem od krytyki inicjatywy wybudowania monumentu gen. Kuklińskiemu, jednak nasz orzełek bardziej przypomina fetysz Stowarzyszenia niż hołd złożony postaci, która wpisała się w karty historii Polski. Czy temu faktycznie mają służyć rzeźby upamiętniające osoby i wydarzenia? Co stoi za tego typu inicjatywami jeśli nie spora ilość pieniędzy i całkowity brak otwartości na dyskusję? Czy musimy to tolerować? Zastanawiający jest również brak reakcji ze strony Radnych którzy bezdyskusyjnie i jednogłośnie zaakceptowali projekt. Mam wrażenie że spoglądające na nas z Wawelu setki lat historii Polski sprawiły że w Krakowie pojęcie wtórności i plagiatu nabrało wyraźnie pozytywnego znaczenia. Póki będzie za późno i do grona Skarg, Piłsudzkich oraz dziesiątek papieży dołączy kolejny nie wyróżniający się na ich tle monument Projekt Miejski podejmie działania aby inicjatywa wybudowania pomnika została zweryfikowana przez konkurs.

nalot mitorajów

Kto bacznie sieć śledzi ten znalazł w dzisiejszy krakowskim wydaniu Wyborczej artykuł o nowej rzeźbie autorstwa  Igora Mitoraja jaka „ozdobi” plac przed Operą Krakowską. Autor artykułu słusznie zauważa że dzieło pasuje do architektury opery choć wydaje mi się, że klarowniej byłoby napisać iż obie są siebie warte. Kontrowersję jakie pojawiaja się wokół twórczości Mitoraja świetnie obrazują komentarze do tekstu jakie pojawiły się w sieci. Wynika z nich że krakowianie jednogłośnie mówią Mitorajowi „dość”. Po co nam tak słaba alternatywa do Dźwigaja?  Wizja kilku a nawet kilkunastu mitorajowych rzeźb pod Wawelem jest przerażająca, nie mniej niż ponury żart, w którym autor artykułu sugeruje aby słynna głowa stanęła przed powstającym na Zabłociu Muzeum Sztuki Współczesnej. Dalekie jest to od naszej wizji Muzeum a także egzystencji dzieł w przestrzeni publicznej. Kontrowersję będą zawsze, w końcu to sztuka współczesna, jednak kiedy dotyczą one po raz wtóry tego samego autora stawiającego tendencyjne i kiczowate produkty należałoby się zastanowić co dalej…

Jak zabrać się za „odbrązawianie” niechcianych krakowskich pomników? Co możemy z nimi zrobić po fakcie ich postawienia? Jak należałoby przekonać miasto aby podobne decyzje poparte były debatą?

doping dla powierzchni płaskich

bo dopingować warto a nawet trzeba.
Dopingować nie tyle powierzchnie, ale to co na nich powstaje. szablony, akcje i reakcje mniej lub bardziej w skórę miasta się wgryzające. Polecam bloga gdzie codziennie oglądać można świeżutką porcję śladów działalności uliczno – artystycznej z całego świata, a jeżeli komuś samych relacji mało to ( zaznaczając ogólnopolski charakter Projektu Miejskiego ) zapraszam pod warszawski most Śląsko-Dąbrowski, gdzie zobaczyć można murale stworzone podczas festiwalu Street Art Doping

czystość i porządek gwarantem sukcesu!

Chyba każdy z nas pamięta przytaczany przez Piotra Piotrowskiego w „Znaczeniach Modernizmu” system władzy nazwany umownie „modelem Bentham/Foucault”. Nie wchodząc w szczegóły chodzi o sytuację, w której obywatele kontrolowani są przez strażnika, który ich obserwuje. Ważniejszym od osoby strażnika jest strach, jaki rodzi się w każdej z obserwowanych osób. Świadomość obecności strażnika, który właściwie nie tyle musi istnieć, co wzbudzać w poczucie nieokreślonej konsekwencji nielegalnych działań.
W Białorusi symbolem władzy – strażnika sprawującego cichą piecze nad społeczeństwem jest czystość. Higiena strefy publicznej, z której usunięto jakikolwiek brud subkultury, margines społeczny czy też inne elementy nie mieszczące się w granicach porządku definiowanych przez Łukaszenkę.

Irytująca wręcz sterylność placów, ulic i trawników sprawia, że obywatele nieświadomie poddają się władzy wyczuwając na co dzień jej obecność. Celem odbywającego się niedawno Hejnał Expedition Art Festiwal było rozbicie tej iluzji i wprowadzenie do przestrzeni publicznej „brudu” w postaci wolnych działań artystycznych. Członkowie Grupy Strupek anektując nieoficjalnie place i ulice Mińska wypowiedzieli partyzancką wojnę władzy Łukaszenki, ośmielając Białorusinów do swobodnej wypowiedzi i ingerencji w obszar wspólny. Efektem były instalacje i performance, które sprawiły, że białoruscy artyści zaczęli patrzeć inaczej na objętą całkowitą protekcją władzy przestrzeń publiczną.


Pomimo że sytuacja naszych wschodnich sąsiadów jest zbyt złożona żeby używać upraszczających pojęć jak reżim czy dyktatura to właśnie przestrzeń publiczna jest tutaj wrażliwym wyznacznikiem wolności i demokracji. Demaskuje na pierwszy rzut oka system, który przykryty przesadnie cukierkowym naskórkiem, niedyskretnie „wystaje” paraliżując swobodę nie tylko artystycznej wypowiedzi.

Świetnie w białoruskim kontekście odnalazła się instalacja „Monitoring” Pawła Kowzana, która w wymowny sposób komentuje iluzoryczność systemu władzy krytykując go za pomocą jego własnej broni, aparatu zastraszenia. Zamontowane naprzeciwko siedziby KGB tuż przy pomniku Dzierżyńskiego papierowe kamerki nie doczekały się jednak zniszczenia w efekcie warunków atmosferycznych czy działalności przypadkowych odbiorców. Dzień po montażu zniknęły usunięte zapewne przez nieświadomych wagi swojej pracy sprzątaczy.

Nowy krakowski pomnik!

Przerywamy relację z Czarnych Punktów aby przedstawić Państwu najświeższe doniesienia o krakowskiej przestrzeni publicznej.

Dnia 3 lipca 2009 roku w krakowskim dodatku Gazety Wyborczej ukazał się artykuł Rafała Romanowskiego dotyczący nowego pomnika, który postawiony zostanie w prokocimskim parku Jerzmanowskich. Sama rzeźba jest 2,5 metrowym odlewem przedstawiającym postać wynalazcy, polaka który „rozświetlił Amerykę” – Erazma Jerzmanowskiego.  Fundatorem monumentu jest Towarzystwo Przyjaciół Prokocimia, które na ten cel przeznaczyło 200 tys. złotych, autorem natomiast znany z Pomnika Ofiar Komunizmu (Cmentarz Rakowicki) Stefan Dousa.

Jednym z głównych założeń Projektu Miejskiego jest stawianie pytań. Artykułowanie wątpliwości dotyczących zarządzaniem przestrzenią publiczną oraz inicjatyw artystycznych bądź społecznych z nią związanych.

W wypadku nowego pomnika stawianego na Prokocimiu pytania same cisną się na usta. Brak wartości artystycznych, konwencjonalność oraz siermiężna XIX wieczna estetyka ścierają się w tym wypadku z godnym uznania faktem iż jest to oddolna inicjatywa Towarzystwa. Wszystko okraszone jest zachowawczym i obojętnym podejściem władz miejskich.

W artykule Romanowski cytuje wypowiedź Joanny Daranowskiej-Łukaszewskiej, prezes krakowskiego oddziału Stowarzyszenia Historyków Sztuk, która twierdzi, że każda tego typu inicjatywa ingerująca w obszar wspólny powinna być poddana ocenie fachowców.

Czy faktycznie? Kto powinien decydować o tego typu działaniach? Jaka jest w tym wypadku rola specjalisty? Na ile może sobie pozwolić władza?

Zapraszam Państwa do konstruktywnych komentarzy. Jednocześnie walcząc z anonimową swobodą internetowych dyskusji, proszę o podawanie przy swojej wypowiedzi imienia i nazwiska.

Otwarcie Ogrodu Rzeźby na Bródnie

Wspólnie zbudowany Raj, 300 kilogramową gwiazdę, futurystyczny domek herbaciany i nietypową kulę skonstruowaną z krat oglądać można na warszawskim Targówku gdzie w zeszłą niedzielę zainaugurowany został Park Rzeźby na Bródnie.

Jednym z inicjatorów projektu jest Paweł Althamer, artystyczny gospodarz dzielnicy, której mieszkańcy nie raz mieli okazję czynnie uczestniczyć w jego projektach (Wspólna sprawa, Bródno 2000). Pomimo statusu artysty Paweł nie tyle wykonał swój pomysł, ale jak sam zaznacza: „podążył za procesem”, oddając przestrzeń w ręce mieszkańców Bródna. Objęty instytucjonalnym wsparciem Muzeum Sztuki Nowoczesnej, realizowany dzięki staraniom wiceburmistrza Krzysztofa Bugla i urzędnikom Targówka projekt, jest nie tylko śmiałym krokiem w stronę adaptacji przestrzeni publicznej jako obszaru dla sztuki, ale również świetnym przykładem współpracy pomiędzy administracją, instytucją, artystą i mieszkańcami. Bo o mieszkańców tu przecież chodzi. Nie tylko o ich bierny udział jako obserwatorów, ale również udział czynny w tworzeniu przestrzeni publicznej, kreowaniu jej w sposób adekwatny do ich oczekiwań.

Jak utopijnie by te słowa nie brzmiały to mają wymiar bardzo praktyczny. Świadectwem par excellence jest realizacja Althamera – Raj. Podstawą do jego skonstruowania były rysunki dzieci ze Szkoły Podstawowej nr 285 wykorzystane do stworzenia planu mieszczącego się nad oczkiem wodnym ogrodu. Jak wiadomo sztukę Althamera lepiej przeżyć niż oglądać o czym poświadczyć mogą sąsiedzi artysty i mieszkańcy Bródna kolektywnie uczestniczący w budowie Raju. Sposób, w jaki artysta angażuje do swojej pracy publiczność i animuje działania, których rezultat jest istotnym punktem na mapie Bródnowskiego ogrodu, najpełniej oddaje idee utylitarnego wymiaru sztuki. Sztuki skierowanej nie do nieokreślonego szerokiego gremium, ale konkretnych ludzi, odbiorców znajdujących się tu i teraz.

W realizacji Pawła, który nota bene zainteresowany jest tworzeniem podobnego ogrodu w Krakowie, pojawia się element stanowiący jedną z podstaw założeń Projektu Miejskiego – aktywizacja lokalnych mieszkańców. Działanie, które ma za zadanie „oswoić” społeczeństwo polskich miast ze sztuką, i żeby uściślić nie piszę tutaj o fetyszyzowanych wyobrażeniach duchownych czy monumentalnych postaciach z kart historii, do których chcąc nie chcąc zdążyliśmy się już przyzwyczaić, ale aktywności artystycznej z „wyższej półki”. Twórczości, która opakowana w przystępną formę sprawi, że skarlała idea agory odżyje a wraz z nią pojawi się pole do rozmowy. Zależy nam na rewitalizacji instytucji dyskusji, podczas której specjalista będzie miał okazję przedstawić każdemu alternatywę dla spiżowego pomnika. Chcemy stworzyć szeroko dostępną płaszczyznę do polemiki oraz odbudować poczucie decyzyjności w tak ważnym procesie gospodarowania przestrzenią publiczną.

Ogród Rzeźby na Bródnie to również migotająca subtelnym światłem gwiazda, kalejdoskop, która „spadła” na Warszawę za sprawą Olafura Eliassona. Lustrzany sześcian, czyli domek herbaciany z expresem do kawy autorstwa tajskiego artysty Rirkrita Tiravaniji oraz ironiczny przytyk do komunistycznej metaloplastyki przybierający formę kuli wykonanej z siermiężnych prętów wzorowanych na okiennych kratach. Ogród to przede wszystkim jednak świetny przykład oddolnej aktywizacji i wspólnego zarządzania przestrzenią publiczną, bliski nam szczególnie dzisiaj.

Czerpiąc od najlepszych mamy zamiar przenosić na grunt krakowski pomysły, które sprawdzają się w stolicy. Pytania o funkcję i miejsce dzieła sztuki, które padały przy okazji odbywającego się niedawno festiwalu ArtBoom_01 nie mogą pozostać bez odpowiedzi…