Archive for the ‘inspiracje’ Category

W POSZUKIWANIU PLACU ZABAW IDEALNEGO ROZMOWA Z ARCHITEKTKĄ KRAJOBRAZU ANNĄ KOMOROWSKĄ

Emilia Osińska; Czy architekci i artyści plastycy w Polsce zainteresowani są projektowaniem innowacyjnych placów zabaw dla dzieci w przestrzeni publicznej? Wydaje się bowiem pokutować przekonanie, że to zajęcie raczej mało twórcze i niezbyt poważne… Skąd innąd interesujące, co leży u podstaw takiego przeświadczenia… Czyżby kompleksy?

Anna Komorowska; Nie wydaje mi się, żeby architekci rezygnowali z projektów placów zabaw, bo są niezbyt poważne. Nigdy nie spotkałam się z takim argumentem. Przeciwnie – zaprojektowanie dobrego placu zabaw jest wyzwaniem i szalenie trudnym zadaniem, a do tego kosztownym i problematycznym. Plac zabaw musi być przede wszystkim bezpieczny, spełniać normy, posiadać certyfikaty. Cała procedura związana z pozwoleniami jest czasochłonna i droga. Myślę jednak, że powodem, dla którego artyści i architekci nie podejmują takiego tematu jest to, że nie dostają takich zleceń. Po prostu. Deweloper lub administrator osiedla, odpowiedzialny za postawienie placu zabaw, woli wziąć „gotowiec” z katalogu, bo tak jest szybciej, łatwiej i przede wszystkim taniej. To tak jak z budową domu. Większość Polaków budując dom weźmie projekt z katalogu, a nie zamówi go u architekta. Z wiadomych powodów.

Jestem przekonana, że w Polsce znalazłaby się spora grupa artystów i architektów zainteresowanych projektowaniem przestrzeni dla dzieci.

Przeglądając, chociażby w Internecie, realizacje ze Stanów, Wielkiej Brytanii, Niemiec czy Danii, zapiera dech w piersiach jak fenomenalne mogą być place zabaw. Dlaczego w Polsce praktycznie brak niekomercyjnego, odważnego i artystycznie zaangażowanego wzornictwa? Nie chodzi tu chyba przede wszystkim o blokadę natury ekonomicznej a raczej o głęboka nieświadomość tego, jak mogłoby być? Co Pani zdaniem stanowi tu podstawową przeszkodę?

Myślę, że jednak powody ekonomiczne są na pierwszym miejscu. Ale prawda, brakuje wiedzy na temat jak mogłoby być. Kończyłam kierunek architektura krajobrazu, czyli najbardziej, wydawałoby się, zbliżony do tego zagadnienia. Tymczasem na studiach nie miałam zbyt wielu wykładów o dobrych placach zabaw. Trudno więc się dziwić, że osoby mniej związane z tym tematem, nie mają pojęcia o tym jak projektuje się na świecie. Bo niby skąd mają to wiedzieć. Brakuje literatury na ten temat, dobrych portali internetowych (mówimy oczywiście o polskojęzycznych). No i przede wszystkim wciąż brak dobrych przykładów na miejscu, które mogłyby inspirować.

Jaka najciekawsza realizacja powstała Pani zdaniem w Polsce w przeciągu ostatniego roku, dwóch lat? Prawdę powiedziawszy nie znam takiej, którą mogłabym wskazać na 100%, ale wynika to też z tego, że nie mam zbyt wielu okazji do zwiedzania polskich placów zabaw (jeszcze ;). Może takie realizacje są, ale są mało promowane. Trudno powiedzieć. Oczywiście samolotowy plac zabaw w parku na os. Dywizjonu 303 to pierwsza jaskółka, która mam nadzieję, jednak wiosnę uczyni…

Czy w Polsce powstają publiczne place zabaw dostosowane do potrzeb dzieci niepełnosprawnych fizycznie i umysłowo?

Na pewno przy ośrodkach, gdzie na stałe przebywają niepełnosprawne dzieci, wprowadza się pewne udogodnienia dla nich. Nie umiem jednak podać przykładu publicznego placu zabaw, na którym mogłyby bawić się jednocześnie dzieci sprawne i niepełnosprawne. Bo nie należy zapominać, że taki plac zabaw powinien służyć integracji, a nie podziałowi – tu bawią się zdrowe dzieci, a tu chore.

Czy w najbliższej przyszłości istnieją szanse na utworzenie w Krakowie placu zabaw na miarę Parku Guliwera w Walencji czy projektu Grounds for play w Glasgow? Doskonała lokalizacja namierzona: plac między Karmelicką a Dolnych Młynów na tyłach WBP…

Nie wiem czy chciałabym tam widzieć Guliwera, bo akurat niezbyt mi się ten projekt podoba :)). Myślę, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby taki plac zabaw powstał. Nie sądzę jednak, żeby było to możliwe w podanej przez Panią lokalizacji. Choć trzeba przyznać, że w centrum Krakowa w ogóle brakuje placów zabaw.

Czy jeśli taki projekt miałby powstawać to czy we współpracy z komercyjnymi dostawcami sprzętu czy niezależnie? Jeśli taki projekt już istnieje, jakie są jego podstawowe założenia? Co stanowi o jego specyfice?

Jak wspomniałam wcześniej w projektowaniu placów zabaw niezwykle trudne są procedury związane z uzyskaniem pozwoleń i certyfikatów. Dlatego może nie trzeba całkowicie obrażać się na katalogi, ponieważ oferowany tam sprzęt jest opatrzony niezbędnymi certyfikatami. Można jednak pomyśleć nad wyborem dobrych, ciekawych zabawek, takich jak np. produkcji Richter Spielgärete (jak pisała autorka bloga Playscapes – jedyny katalog, który może polecić) oraz nad kompozycją całości. Problemem naszych placów zabaw są nie tylko banalne, powtarzalne zabawki, ale również to, że całość traktowana jest jak worek, do którego wrzuca się bez ładu wszystkie sprzęty. Dużo zależy od ustawienia poszczególnych elementów, od kształtowania całego krajobrazu wokół – różnic poziomów, granic (nie musi to być metalowy płotek), zastosowanej roślinności oraz przede wszystkim – myśli przewodniej. Każde miejsce jest inne. W każdym miejscu bawi się inna grupa dzieci. Dlaczego więc wszystkie place zabaw są identyczne? Należy wsłuchać się w genius loci, zaprosić miejscowe dzieci i wspólnie wymyślić wspaniałą historię, która stanie się osnową dla koncepcji. Rewelacyjnym przykładem jest plac zabaw w Millenáris Park w Budapeszcie, na którym odnajdujemy elementy nawiązujące do jednego z węgierskich podań ludowych.

Marzenia a rzeczywistość, czyli porozmawiajmy o finansach. Jakiego rzędu kwota potrzebna jest szacunkowo, aby powstał niebanalny plac zabaw? Jak to się ma do cen placów zabaw „z pudełka”. Skąd takie fundusze pozyskać?

Koszt budowy placu zabaw zależy od ogromnej ilości czynników – od wielkości, miejsca, w którym się znajduje, elementów, które zawiera, grupy docelowej, która będzie z niego korzystała, użytych materiałów i wielu, wielu innych. Dlatego nie da się jednoznacznie powiedzieć ile miałby kosztować „niebanalny plac zabaw”. Na pewno, w porównaniu z placem zabaw z katalogu – trzeba doliczyć koszt indywidualnego projektu oraz koszty związane z pozyskiwaniem odpowiednich certyfikatów. Moim zdaniem jednak, to wcale nie oznacza, że plac zabaw musi być bardzo drogą inwestycją. W pracowni k., którą prowadzę, przygotowujemy się do projektu (który będziemy chcieli również zrealizować) placu zabaw wykonanego z naturalnych materiałów – łatwego do samodzielnego wykonania, niepowtarzalnego i przede wszystkim taniego. Mam nadzieję, że uda nam się znaleźć odważnego partnera, który zainwestuje w taki eksperyment.

Czy w ciągu ostatnich lat zauważa Pani w Polsce jakieś znaczące zmiany w podejściu do kwestii placów zabaw, ich projektowania, realizacji (jeśli chodzi tak o organa rządowe, jak o odbiór społeczny)? Jakiego rodzaju są to zmiany?

Przede wszystkim obserwujemy wzrost świadomości rodziców. Zarówno jeśli chodzi o rozwój dziecka, jak o jego otoczenie. Na rynku zaczęły pojawiać się dobrze zaprojektowane, ciekawe wizualnie zabawki (najczęściej jeszcze ekologiczne). Spotykamy coraz więcej miejsc przyjaznych maluchom i rodzicom. Organizowane są warsztaty rozwojowe, ale takie które wymagają zaangażowania od rodziców (odchodzimy od modelu przerzucania dziecka z jednych zajęć na drugie). Powstają takie gazety jak „Gaga”. Świadomym rodzicom nie jest obojętne czy miejsce, w którym przebywa ich dziecko jest banalne i brzydkie, czy estetyczne i pobudzające do kreatywności. Z czasem to właśnie rodzice zaczną „wymuszać” na deweloperach, władzy lokalnej, zmianę w tym kierunku. Tutaj widzę szansę na powodzenie nowych, ciekawych pomysłów.

Często podkreśla Pani w swoich tekstach ogromną wagę aktywnej partycypacji dzieci w projektowaniu placów zabaw. Na czym konkretnie taka współpraca dzieci i dorosłych miałaby polegać?

Pamiętajmy, że plac zabaw to miejsce, w którym będą przebywać dzieci. Brzmi to banalnie, ale niestety mam wrażenie, że o tym zapominamy. Argument o tym, że kiedyś sami byliśmy dziećmi nie jest wystarczający. Owszem byliśmy, ale zdążyliśmy o tym zapomnieć. Zapomnieć o tym co naprawdę sprawiało nam frajdę (często nie były to „bezpieczne” zabawy). Wiele podręczników dotyczących projektowania placów zabaw podkreśla, że dzieci są najlepszymi specjalistami od zabawy. Dlatego nie można pominąć ich udziału w procesie projektowania, a nawet tworzenia placu zabaw. W jakim sposób pytać dzieci o ich zdanie? Raczej nie będą to ankiety. Warto zorganizować warsztaty, w ramach których dzieci opowiedzą, narysują, przedstawią na modelu swoje pomysły. Warto również inspirować dzieci, pokazać im ciekawe przykłady ze świata, otworzyć ich (tak, aby oderwały się od placów zabaw, które znają). Zebrane pomysły mogą stać się inspiracją dla architekta. Ale tutaj rola dzieci się nie kończy. Warto pomyśleć o prezentacji gotowej koncepcji. Dzieci są wymagającymi klientami, potrafią wprost powiedzieć co im się w projekcie nie podoba. Jeżeli jest taka możliwość, niektóre czynności przy budowie placu zabaw mogą być wykonane wspólnie z dziećmi, jak np. sadzenie roślin lub malowanie ogrodzenia.

Jaka jest reakcja władz, projektantów i osób decyzyjnych na ideę projektowania z udziałem dzieci?

Wszystko zależy od ludzi. Partycypacja społeczna, czy dotyczy ludzi dorosłych, czy dzieci – bywa uciążliwa, jest przede wszystkim czasochłonna i droga. Ale ponieważ coraz więcej mówi się o udziale mieszkańców w projektowaniu przestrzeni publicznej, coraz więcej instytucji, ale również przedstawicieli lokalnej władzy korzysta z konsultacji społecznych – należy mieć nadzieję, że dzieci również zostaną dopuszczone do głosu.

W roku szkolnym 2007/2008 oraz 2008/2009 Małopolski Instytut Kultury w Krakowie realizował skierowany do przedszkoli i szkół projekt edukacyjny „Oswoić przestrzeń”, w ramach którego prowadzono warsztaty z dziećmi poświęcone głównie kreowaniu przestrzeni placów zabaw. Czy inne krakowskie instytucje podejmują tego rodzaju inicjatywy? Jak wygląda w tym względzie sytuacja w innych częściach kraju? Czy ewentualne działania ograniczają  się  do jednorazowych akcji czy pojawiają się istotne długofalowe inicjatywy?

Celem projektu „Oswoić przestrzeń” jest przede wszystkim edukacja przestrzenna dzieci i młodzieży. Chcieliśmy jednak pokazać uczniom, że architektura to nie tylko kolejne warsztaty, ale rzeczywista przestrzeni wokół nas. Dlatego ważnym elementem była realizacja wybranych, drobnych elementów projektów zagospodarowania terenów wokół szkół partnerskich. Wspólnie z uczniami budowaliśmy kwaterę ogrodową, ławkę czy „Ścieżkę bosych stóp”. Temat edukacji przestrzennej jest bardzo obszerny i mógłby stać się tematem osobnego artykułu. Odsyłam na stronę internetową www.autoportret.pl, na której co tydzień zamieszczane będą opisy ciekawych warsztatów lub scenariusze zajęć z Wielkiej Brytanii, Finlandii, Niemiec, Austrii i innych krajów, jak również z Polski. Mówiąc o samej Polsce – tak, podejmowane są działania tego typu. Być może nie są tak widoczne jak te zachodnie, ale organizacje takie Stowarzyszenie Akademia Łucznica czy Wędrowni Architekci (pozwolę sobie zatrzymać się na tych dwóch) czynią wiele starań w tym kierunku.

Komentując, z resztą z dużym rozczarowaniem, program rządowy „Radosna Szkoła” pisała Pani, że mógł się on stać doskonałą okazją do podjęcia szerszej dyskusji o tym „w  jaki sposób projektować place zabaw, aby służyły rekreacji, edukacji i ogólnemu rozwojowi”? Co stanowi tutaj według Pani kwestię kluczową?

Przede wszystkim nie mogą to być powtarzalne place zabaw. Jak mówiłam wcześniej – każde miejsce ma swoją specyfikę, którą należy uwzględnić w projekcie. Ważne jest również, aby zabawki na placach zabaw nie sugerowały tylko jednego sposobu użycia, tzn. aby można było je wykorzystać na kilka sposób. Właśnie z tego powodu niezwykle rozwijające są naturalne place zabaw. Rekreacji i rozwojowi na pewno nie sprzyja siedzenie na gumowej nawierzchni. Wykładanie całego placu zabaw tzw. bezpieczną nawierzchnią jest coraz powszechniejsze, ale wcale nie konieczne. Normy określają powierzchnię jaka jest niezbędna. W wielu wypadkach piasek lub inne sypkie nawierzchnie, są w zupełności bezpieczne. Stają się one również materiałem do zabaw – przesypywania, kopania dołów, tuneli, zamków… Pole do popisu dla wyobraźni. Przykłady można mnożyć.

Czy poza programem „Radosna szkoła” zostały podjęte ostatnio inne inicjatywy ministerialne  czy władz niższego szczebla na rzecz liczniejszych, mądrzejszych i ciekawszych placów zabaw?

Nie znam podobnych inicjatyw, dlatego z radością przyjęłam wiadomość o tym, że Ministerstwo Edukacji dofinansuje przyszkolne place zabaw. Niestety program okazał się wielkim rozczarowaniem, z powodów o których wcześniej mówiłam – sztampowości, powtarzalności schematów, zachęcania do tworzenia identycznych placów zabaw z katalogu. Wielu zapisów programu nie rozumiem. Dlaczego wszystkie dofinansowane place zabaw muszą mieć bezpieczną nawierzchnię w określonym kolorze (niebieskim i pomarańczowym), powinny być prostokątne i płaskie… Autorzy programu argumentują to potrzebą łatwego dostępu. I to jest właśnie to, o czym wspominałam – ktoś kto pisze coś takiego chyba zapomniał, że w dzieciństwie uwielbialiśmy wspiąć się na pagórek, a potem się z niego sturlać, a zimą zjechać na sankach…

Co z aktywnością organizacji pozarządowych w tym względzie?

Wspomniana już przeze mnie Akademia Łucznica, w ramach prowadzonej od lat edukacji architektonicznej, zrealizowała razem z dziećmi plac zabaw, wykonany z naturalnych materiałów – drewna, wikliny. Plac zabaw, może nie w 100% bezpieczny z punktu widzenia norm i certyfikatów, był ulubionym miejscem zabaw dzieci przez całe lato. Wiklinowy, kręcący się (!) domek na drzewie powstał również przy leśniczówce w Dąbrowie Dolnej, zajmowanej przez Stowarzyszenie Odnowica. Jak widać można :)).

I na koniec, jak Pani zdaniem powinien wyglądać idealny plac zabaw? Co znalazłoby się na nim z pewnością, czego na pewno nie pominęłaby Pani robiąc taki projekt?

Idealny plac zabaw to taki, na których chcą bawić się dzieci (i to nie tylko z braku innego miejsca), który rozwija ich kreatywność, który zachęca do wspólnych zabaw, który nie jest sprzeczny z duchem miejsca, który uwzględnia potrzeby i pomysły dzieci (tych konkretnych dzieci, które tam się bawią), który rozwija się razem z dziećmi (stopniowo dorastającymi i odchodzącymi, z nowymi). A dla mnie osobiście powinien być jeszcze naturalny :)).

Dziękuję za rozmowę.

ANNA KOMOROWSKA (ur. 1982)

Architektka krajobrazu i pedagog. Studia na Wydziale Architektury Politechniki Krakowskiej, Technicznym Uniwersytecie w Kaiserslautern (Niemcy) oraz Wydziale Humanistycznym Akademii Górniczo-Hutniczej. W latach 2007-2009 koordynatorka programu „Autoportret. Warsztaty” w Małopolskim Instytucie Kultury. Założycielka projektowo-edukacyjnej pracowni k. (http://www.pracowniak.pl). Autorka licznych publikacji związanych z edukacją architektoniczną dzieci i młodzieży, m.in.. w: Zieleń Miejska, portal ArchitekturaKrajobrazu.info, kultura enter miesięcznik wymiany idei, autoportret. Pismo o dobrej przestrzeni, portal miejsca.org, portal architekci.pl.

(Emilia Osińska)

Reklamy

PLAYSCAPES CZYLI O TYM, ŻE MOŻNA. KILKA UWAG NA TEMAT PLACÓW ZABAW I SZTUKI.

Amerykanka Paige Johnson pracuje w laboratorium. Bada nanostruktury i poszukuje nowych sposobów ich wytwarzania. Zawodowo większość czasu spędza na poziomie pojedynczych atomów i cząstek. W marcu 2008 roku, pod pseudonimem Arcady, zaczyna prowadzić bloga, który bardzo szybko staje się szalenie inspirującym źródłem informacji i idei, na polu społecznie ciągle jeszcze słabo uświadomionym, a domagającym się popularyzacji, przemyślenia i nowych konceptów. Wbrew temu, co można by przypuszczać, blog nie dotyczy jednak nanotechnologii, a unikatowych rozwiązań projektowych dla przestrzeni placów zabaw. Mowa o Playscapes. A blog about playground design, który w stosunkowo krótkim czasie zdobywa uznanie na tyle, że artykuł mu poświęcony zamieszcza między innymi amerykańska edycja Landscape Architecture Magazine (czerwiec, 2009).

Luckey Climbers , Tom and Spencer Luckey

Dzieło Paige Johnson warte jest uwagi. Surfując w sieci łatwo odkrywamy, że niezwykle trudno znaleźć jest niekomercyjne informacje na temat placów zabaw, szczególnie takie, które bezpośrednio dotyczyłyby kwestii ich projektowania i realizacji. Rzadko trafić można na propozycje rozwiązań stylistycznie niesztampowych, które wyraźnie wskazywałyby na  chęć zaproponowania czegoś nowego i unikatowego. Rzecz jasna, nie jest to problem sieci jako takiej; niedobór informacji wynika, o banale!, z tego, że świeżego i oryginalnego wzornictwa placów zabaw po prostu brakuje. I okazuje się, że nie tylko w Polsce, ale i na świecie (różnica, polega na tym, że „na świecie” takie realizacje bywają, u nas ich liczba jest na poziomie nano).

Grounds for Play. Rainbow bridge Lorraine Aaron, Glasgow, Szkocja, 2004

bella ship and globe, Glasgow, Szkocja, 2004


Sedno problemu tkwi nie tyle w zastygłym przyzwyczajeniu do placów zabaw, które mijamy codziennie, często w niezmienionym od kilkunastu lat stanie, ile raczej w szeroko rozpowszechnionym braku świadomości tego, jak mogłoby być. Czujemy się całkowicie usatysfakcjonowani kiedy na okolicznym placu pojawi się mniej lub bardziej rozbudowany, jednak zawsze niebezpiecznie zunifikowany w formie i kolorystyce, tak zwany „zestaw zabawowy”, jaki odnajdziemy w ofercie większości producentów „placów zabaw w pudełku”: rodzaj drewnianej wieżyczki ze zjeżdżalnią, siatką do wspinania i przystawkami z metalowych drabinek (niedługo nawet nawierzchnie takich miejsc wyglądać będą wszędzie tak samo: piankowe lub gumowe, koniecznie w kolorze pomarańczy – dokładnie według fantazji, bo nie uzasadnionych wskazań – Ministerstwa Edukacji Narodowej. Pomarańczowy brak alternatywy). Nie zdajemy sobie sprawy, że plac zabaw może na prawdę zaskakiwać, że nie jest nierealnym wzornictwo odważne, niebanalne i dowcipne. Budowanie wiedzy na ten temat stanowi więc zadanie niebagatelne, jeśli chcemy, żeby w przyszłości powstawały u nas place zabaw o oryginalnym, ba, nawet ekscentrycznym designie (a przy tym  wciąż bezpieczne!).

Grosse Tete. La Grande Borne, Francois Lalanne, Grigny, Francja, 1967

Szczególnie istotnym jest tu aby dotrzeć do artystów i architektów; przekonać ich, że projektowanie placów zabaw nie jest zajęciem mało twórczym, denobilitujacym a przy tym z deka niepoważnym (a taka opinia niestety wydaje się krążyć…). Kluczowym jest uświadomienie, że plac zabaw stanowić może na prawdę wyjątkowe medium artystycznego wyrazu o silnym oddziaływaniu społecznym ze względu chociażby na możliwą intensywność stymulowania wyobraźni, a w konsekwencji wzbogacenia ogólnego rozwoju i wrażliwości, tak dzieci, jak dorosłych. Trzeba wzbudzić potrzebę podjęcia inicjatywy łączącej w przestrzeni publicznej sztukę i zabawę, inicjatywy indywidualnego i kolektywnego działania artystów, bezpośrednio w tkance miasta, na rzecz  placów zabaw-małej architektury.

Hula Hoop Dome, Minsuk Cho, 2008

Spektrum możliwości jest szerokie, od chociażby realizacji pokrewnych architekturze tymczasowej (place zabaw w zaaranżowanych artystycznie kontenerach) a przede wszystkim bliskich sztuce instalacji, poprzez, w szczególności, te nawiązujące do minimal artu, wątków konceptualnych, environmental art czy sztuki ziemi („eko-place”: bimorficzne konstrukcje, wykorzystanie jedynie materiałów naturalnych a nawet żyjących roślin), kończąc na projektach uwzględniających nowe media, wykorzystujących grę światłem, projekcją video, hologramem. Istotnym jest, aby pokazać, jak ważna przy projektowaniu jest współpraca z dziećmi, w końcu dla nich przede wszystkim powstają place.

Postdamer Platz, Berlin, Niemcy

Dlatego właśnie piszę o Paige Johnson i jej blogu. Playscapes stanowi fenomenalne źródło wiedzy na temat tego, co dzieje się w świecie projektowania placów zabaw. Nie jest blogiem architekta-profesjonalisty, ale prezentując bardzo różnorodne wzornictwo, może być niezmiernie istotnym źródłem inspiracji również dla tego ostatniego. Blisko dwieście postów i ponad sześćset zdjęć prezentuje place zabaw z całego świata (choć to sformułowanie trochę na wyrost: ciągle przeważają pomysły ze Stanów, Wielkiej Brytanii, Niemiec i Danii) a także historyczne zdjęcia oraz archiwalne materiały na wiadomy temat. Zapoznanie się z Playscapes stanowić może ważny krok na drodze ku mądrzejszym i ciekawszym placom zabaw o bezdyskusyjnych walorach artystycznych. O takie place apeluję.

Parque Gulliver, Rafael Rivera, Manolo Martin, Sento Walencja, Hiszpania

PS. Paige Johanson poza Playscapes prowadzi trzy inne blogi założone juz wcześniej, w styczniu 2008 roku, z potrzeby upublicznienia i poddania pod dyskusję zebranych materiałów, ściśle związanych z jej zainteresowaniami. Jeszcze zanim wzięła roczną przerwę od pracy w laboratorium aby uzyskać tytuł magistra Historii Ogrodów na prestiżowym University of Bristol w Wielkiej Brytanii, wzbogaciła blogosferę o Gardenhistorygirl. Gardens now and then. Jako córka pastora, przed którym postawiono zadanie zbudowania nowego kompleksu kościelnego, Paige aktywnie uczestniczy w szukaniu inspiracji dla tego projektu – efektem między innymi jest blog Good church design. It’s rare. Dedicated to helping churches incorporate good design (Swoją drogą, Playscapes również narodził się w związku z tym projektem – przy kościele postanowiono zbudować mały plac zabaw. Cena sprzętu proponowanego przez komercyjne firmy specjalizujące się w organizowaniu tego typu przestrzeni okazała się kilkakrotnie przewyższającą budżet jakim dysponowano, a same urządzenia mało oryginalne i nieciekawe w formie, w związku z czym Paige zaczęła intensywne poszukiwania w sieci…) Czwarty blog prowadzony przez Arcady tematycznie najbliższy jest jej pracy zawodowej, gdyż dotyczy problemów powstających na styku nauki i sztuki: Airy Disc. Intersections between Art and Science. Paradoksalnie, Paige poświęca mu jednak najmniej czasu i uwagi. Architektura, design i projektowanie krajobrazu wydają się wciągać ją dużo bardziej niż nanotechnologie; sama z resztą twierdzi, że w przeciwieństwie do innych naukowców, poza laboratorium nie myśli zbyt wiele o losach nanostruktur…

(Emilia Osińska)

http://playgrounddesigns.blogspot.com

http://goodchurchdesign.blogspot.com

http://gardenhistorygirl.blogspot.com

http://airydisc.blogspot.com

Warte uwagi są jeszcze dwa blogi:

http://www.vulgare.net

http://experimentalplay.blogspot.com

Wszystkie zdjęcia za http://playgrounddesigns.blogspot.com

Sztuka uliczna na salonach

Dobrze zaprojektowane strony internetowe stają się dla galerii i muzeów narzędziem, które skutecznie burzy niechciany dystans instytucjonalnych murów. Saatchi osiąga ten cel już świetną, kuszącą zwiedzających stroną stacjonarnej galerii.

Dział Saatchi Online jest jednak szczególnie spektakularnym przykładem wykorzystania internetowych narzędzi w zarządzaniu instytucją sztuki. To agregat informacji dla kolekcjonerów, artystów i zwiedzających, wreszcie interaktywna galeria. I ta ostatnia z projektowomiejskiego punktu widzenia interesuje nas najbardziej.

Prosty pomysł udostępnienia w sieci przestrzeni ekspozycyjnej szybko stał się wzorcem artystycznego egalitaryzmu – każdy użytkownik Internetu, nieważne uznany artysta czy amator, bez oglądania się na aktualne trendy i gusta galerników może wystawiać tu swoją sztukę. Także tę, która ma z definicji utrudniony dostęp na salony – uliczną. Czytaj dalej

II Zjazd WSPÓLNEJ PRZESTRZENI w Lublinie

Projekt Miejski jest na II zjeździe inicjatywy Wspólna Przestrzeń. Organizatorami są Ośrodek „Brama Grodzka- Teatr NN”, Forum Rozwoju Lublina, Wydział Kultury UM Lublin.

Relacja już wkrótce !

fot. Jacek Lisowski

fot. Jacek Lisowski

„Wspólna Przestrzeń” to rozwijająca się inicjatywa organizacji i środowisk działających na rzecz jakości przestrzeni. Zajmujemy się bardzo różnymi aspektami kultury przestrzeni: architekturą krajobrazu, transportem zrównoważonym, krajobrazem kulturowym, rewitalizacją itp. Działamy w różnych środowiskach: lokalnie wśród mieszkańców, sektorze NGO, wwśród naukowców, niektórzy współpracują z posłami lub rozmawiają z ministrami. Łączy nas jedno – chcemy mieć wpływ na tworzenie ładu przestrzennego naszego otoczenia: pięknego krajobrazu i harmonijnej, funkcjonalnej zabudowy miast, sprawnej komunikacji itp.

Naszym celem nie jest powołanie nowej, ogólnopolskiej organizacji, lecz konsolidacja istniejących środowisk i podmiotów poprzez:
– deklarację wspólnych wartości i postulatów
– reprezentację w Internecie w formie portalu
– dalsze wspólne działania

„Wspólna Przestrzeń” jest tworzona po to, by razem działać lepiej. Jej główne cele to:
– promocja naszych postulatów i wyznawanych przez nas wartości
– gromadzenie wiedzy i edukacja
– udzielanie wzajemnego wsparcia i współdziałanie (motywacja!)
– inspiracja i wymiana dobrych praktyk
– stworzenie silnego środowiska opiniotwórczego

http://um.lublin.eu/um/index.php?t=200&id=117134

Medialne i interaktywne fasady

Są to co prawda czasowe realizacje, ale zmieniają zupełnie postrzeganie fasad budynków.

(Tomasz Lelek)

Grające schody i najgłębszy śmietnik świata – akcja Volkswagena „The fun theory”

Volkwagen idealistycznie zachęca, by skłaniać ludzi do pożytecznych zachowań przez uczynienie tychże zabawniejszymi. W ten sposób firma promuje nie tylko siebie, ale i różnego rodzaju akcje w przestrzeni publicznej. Autorem działania może być każdy, niekoniecznie osoba należąca do świata sztuki. Do 15 listopada można nadsyłać filmy dokumentujące wydarzenia, by wygrać 2500 euro. Duży plus dla Volkswagena nie tylko za pomysł, ale i za zachętę do większej aktywności społecznej.
Link do strony projektu: http://www.rolighetsteorin.se/en/.
Poniżej dwie akcje zainicjowane przez firmę:

(Aneta Rostkowska)

Plaża w mieście

Nie trzeba jeździć aż do Berlina, choć może pojawić się taka chęć po przeczytaniu tego artykułu.

Wystarczy 40 złotych na interREGIO (wybaczcie, proszę, ten niewinny product placement) i ląduje się w naszej stolicy, gdzie jeszcze do końca września trwa transformacja Wisły. To akcja artystyczno-ekologiczno-społeczna, która ma przyciągnąć Warszawiaków nad Wisłę. Działania zakładają tworzenie sztuki dla konkretnej przestrzeni wyznaczonej nad rzeką (lub na rzece), zakorzenienie w kontekście miejsca oraz współuczestnictwo mieszkańców.

Artyści okupujący nadbrzeże przy pomniku Syrenki przekształcili tą przestrzeń w plażę/plac zabaw/wystawę/miejsce doświadczeń naukowych i fantastyczny punkt do odstresowującego posiedzenia, połażenia i pooglądania, z którego mimochodem wiele pożytecznych rzeczy może wyniknąć. Bo na przykład – kogo z nas nie intrygowało w dzieciństwie jak działa aparat fotograficzny? A co dopiero kiedy ten aparat jest wykonany banalnie prostym sposobem, ma rozmiary małego słonia i można do niego wejść (MEGA PSTRYK Marty Kotlarskiej – jedna z realizacji konkursu CARGO, pokazywana od 17 do 22 sierpnia)? Idąc dalej tropem wspólnej pamięci wczesnych lat– pamiętacie śpiewaną piskliwie przez przedszkolaki piosenkę o kolorowym śniegu? W lecie ten zabieg jest stosunkowo trudny do wykonania – można jednak śnieg zastąpić piaskiem, który ma tę właściwość, że nie przemacza butów i przyjemnie chodzi się po nim na bosaka. Przy okazji w wielobarwnej piaskownicy (Park z Kolorowego Piasku Adama Kalinowskiego) własnymi nogami wymieszamy barwy podstawowe i zintegrujemy się z wieloma pokoleniami (nie myślcie, że siedzą tam tylko mamy i dzieci).

Pośrodku rzeki unosi się tratwa z kulminacją projektu – WIELOPLEXIKONIEM – animacją XIX wiecznych fotografii Eadwearda Muybridge’a . To świecąca w nocy ruchoma instalacja Konrada Ziętary. Rzecz została skonstruowana z poświęceniem (wiele dni pracy, wspomaganej, jak podaja organizatorzy: „przez ekipę transFORM, marynarzy i przechodniów zafascynowanych pomysłem”) i oszczędnie dla źródeł energii (animację wprawia w ruch koło zanurzone w nurcie rzeki – „Koń biegnie pod prąd!”.

Nad wszystkim króluje ustawiony na tle krzaków na cokolwiek zapuszczonym drugim brzegu czerwony, wielki (niemal hollywoodzki) napis, który ustawia nas w prawidłowej perspektywie: „AZJA”. Nic dodać nic ująć – wiemy gdzie jesteśmy i dobrze nam z tym. (Czy ma to związek z potocznym przezwiskiem, jakiego używają poznaniacy mówiąc o Warszawie?)

Do tego koncerty, wykłady (ostatnio: Gisela Genthner „Sztuka nad Szprewą”), wystawy, warsztaty na barce (m.in. robótki ręczne – pamiątka z Warszawy „zrób se sam”), projekcje, wieczorne tańce, społeczne zakładanie ogródków… A wszystko bez zadęcia, sympatycznie i prostym językiem. Oraz – przede wszystkim – dla ludzi. Nad Wisłą można się zadomowić.

Jest też konkurs dla uczestników wydarzeń na nadbrzeżu, nagroda to 5000 zł.

Więcej o konkursie oraz o samym przedsięwzięciu możecie znaleźć tutaj.

Autor: Łucja Kornajew

doping dla powierzchni płaskich

bo dopingować warto a nawet trzeba.
Dopingować nie tyle powierzchnie, ale to co na nich powstaje. szablony, akcje i reakcje mniej lub bardziej w skórę miasta się wgryzające. Polecam bloga gdzie codziennie oglądać można świeżutką porcję śladów działalności uliczno – artystycznej z całego świata, a jeżeli komuś samych relacji mało to ( zaznaczając ogólnopolski charakter Projektu Miejskiego ) zapraszam pod warszawski most Śląsko-Dąbrowski, gdzie zobaczyć można murale stworzone podczas festiwalu Street Art Doping

dobry przykład idzie z góry…? stolica ma kolejny park sztuki!!

Od połowy czerwca w Warszawie funkcjonuje Park Sztuki, nietypowa przestrzeń wystawiennicza dla wykładowców i studentów warszawskiej ASP.  Stacja metra Młociny stała się miejscem, w którym prezentowane będą prace młodych artystów. Ta ciekawa inicjatywa jest wynikiem współpracy ASP w Warszawie z Zarządem Transportu Miejskiego zawiązanej rok temu, zgodnie z którą w zamian za artystyczne wsparcie projektów  ZTM, młodzi artyści otrzymują możliwość pokazania prac w miejscach uczęszczanych codziennie przez tysiące mieszkańców miasta. Park Sztuki Młociny jest interesującą odpowiedzią na pytanie o rolę artystów i Akademii w procesie kształtowania i wzbogacania miejskiej przestrzeni… a także przykładem udanej współpracy twórców z władzami miasta… sami oceńcie pierwsze tego rezultaty.

Film o ‚nowej’ sztuce w przestrzeni publicznej w Niemczech

Znalazłam bardzo ciekawy film na stronie Instytutu Goethego.

Oto link:

http://www.goethe.de/kue/flm/prj/kub/bdk/en3922495.htm