Archive for the ‘krakowskie pomniki’ Tag

nalot mitorajów

Kto bacznie sieć śledzi ten znalazł w dzisiejszy krakowskim wydaniu Wyborczej artykuł o nowej rzeźbie autorstwa  Igora Mitoraja jaka „ozdobi” plac przed Operą Krakowską. Autor artykułu słusznie zauważa że dzieło pasuje do architektury opery choć wydaje mi się, że klarowniej byłoby napisać iż obie są siebie warte. Kontrowersję jakie pojawiaja się wokół twórczości Mitoraja świetnie obrazują komentarze do tekstu jakie pojawiły się w sieci. Wynika z nich że krakowianie jednogłośnie mówią Mitorajowi „dość”. Po co nam tak słaba alternatywa do Dźwigaja?  Wizja kilku a nawet kilkunastu mitorajowych rzeźb pod Wawelem jest przerażająca, nie mniej niż ponury żart, w którym autor artykułu sugeruje aby słynna głowa stanęła przed powstającym na Zabłociu Muzeum Sztuki Współczesnej. Dalekie jest to od naszej wizji Muzeum a także egzystencji dzieł w przestrzeni publicznej. Kontrowersję będą zawsze, w końcu to sztuka współczesna, jednak kiedy dotyczą one po raz wtóry tego samego autora stawiającego tendencyjne i kiczowate produkty należałoby się zastanowić co dalej…

Jak zabrać się za „odbrązawianie” niechcianych krakowskich pomników? Co możemy z nimi zrobić po fakcie ich postawienia? Jak należałoby przekonać miasto aby podobne decyzje poparte były debatą?

Czy artysta ma prawo zawłaszczać przestrzeń publiczną i kreować ją według swego uznania? Czarne punkty według młodego pokolenia artystów.

’Przestrzeń Publiczna jako „nowa scena kultury”, to największa przemiana, jakiej ulega dziś sztuka współczesna.’(Rahim Blak)

Kontynuując dyskusję nad rolą sztuki w miejskiej przestrzeni, przedstawiamy kolejne opinie, tym razem młodych artystów- Rahima Blaka, Dominika Stanisławskiego i Michała Zawady. Ich wypowiedzi poszerzają nasz odbiór zagadnienia Miasta, jako bezgranicznej przestrzeni wystawienniczej. Poruszają także temat edukacji odbiorców oraz zjawiska przenikania sztuki w różne dziedziny życia codziennego…

„Czarne Punkty ujawniły, jak bardzo złożonym problemem staje się ingerencja w przestrzeń publiczną w miejscu, które z regułami debaty społecznej zdaje się dopiero zapoznawać. Trudności piętrzą się na wielu poziomach. Oczywiście, zasadnicze rozgrywają się w warstwie politycznej i można powiedzieć, systemowej. Jak w demokratyczny sposób ingerować w publiczną przestrzeń, która, jak sama nazwa wskazuje, należy do każdego obywatela, bez wyjątku? Przecież każde wejście w taką przestrzeń jest już jakiegoś rodzaju zawłaszczeniem, a zasłanianie się hasłami na temat dobra wspólnego, idąc za Żiżkiem, często staje się gestem par excellance ideologicznym, ukrywającym konkretne (choć często wcale nie negatywne) interesy. Kto daje nam prawo, żebyśmy, będąc historykami sztuki, urbanistami, artystami decydowali o tym, jakiego rodzaju interwencje są dobre, a jakie złe? Przecież nie jesteśmy już w bezpiecznej przestrzeni galerii. Jak słusznie zauważył w pewnym miejscu Łukasz Białkowski, hipokryzją byłoby roszczenie sobie takich praw, ale czy, z drugiej strony, można się na tym zatrzymać, dochodząc do impasu, nierozwiązywalnego konfliktu interesów poszczególnych grup społecznych?”(Michał Zawada)

Zgodnie chyba odpowiemy, że należy temat drążyć, niestrudzenie poszukując dróg wyjścia i badając nowe strategie działania…

„Organizatorzy Czarnych Punktów wybrali, jak sądzę, słuszną drogę – edukacyjną. Nie było podawania gotowych rozwiązań, które, bezdyskusyjnie znaleźć się powinny w naszym mieście. Zdecydowali się raczej wskazywać zaistniałe projekty, które w jakiś sposób wytrzymują próbę czasu w innych miejscach, które przecież w podobny sposób borykają się z problemami ingerencji w PP. Oczywiście, żadne tego rodzaju rozwiązanie nie obywa się bez kontrowersji – i na to trzeba być przygotowanym.”( Michał Zawada)

„Myślę, że głównym powodem, dla którego podczas dyskusji padło więcej wątków niż podczas wykładu jest rozmiar tematu, którego nie dało się zamknąć w ramach jednej prezentacji. To świadczy o ogromnym zapotrzebowaniu na tego typu debaty. Z jednej strony artyści, dla których liczy się tylko sztuka, z drugiej aktywiści, którzy chcą „zmieniać świat na lepszy” nie tylko za pomocą sztuki. Tak jak wspominałem podczas dyskusji, pomników typu Piłsudzki czy Skarga, nie
można oceniać w kategoriach złego czy dobrego dzieła, bo one  w tych kategoriach się nie mieszczą, ale to nie znaczy, że nie boli artystów ich poziom, boli bardziej niż kogokolwiek, dlatego rola twórcy nie kończy się tam gdzie jego  ilozofia sztuki. Dodam jeszcze dla sprostowania, że ładniejszy, fajniejszy i jakikolwiek inny pomnik dalej nie byłby sztuką, bo z założenia od początku miał być pomnikiem (funkcja komemoratywna) upamiętnia to co ważne dla jego inicjatorów i w sposób im bliski. Rola artysty jest zupełnie inna niż dopasowywanie się do oczekiwań bractw i stowarzyszeń. Ja np. zmieniłbym postać Skargi na inną, lub wyszedł z inicjatywą postawienia pomnika lub
wyburzenia, a to jest poza kategorią formalną. Przybliżanie pomników do sztuki za pomocą doboru „rzeźbiarzy” sprawniejszych technicznie lub reprezentujących bardziej współczesną formę jest banałem.”(Rahim Blak)

”Zgadzam się z opinią Rahima Blaka, który zauważa, iż w przypadku czarnych punktów, po których oprowadziły Ania i Aneta nie mamy do czynienia ze sztuką (a więc automatycznie nie mamy do czynienia z artystą). Oczywiście to rodzi dyskusję na temat definicji sztuki, ale wymienione realizacje porównałbym do sytuacji, w której dziewiętnastowieczne martwe natury nieewokujące niczego innego poza nimi samymi przedstawia się jako współczesną sztukę. Tutaj sytuacja jest równie kuriozalna, już na wstępie mamy do czynienia z czymś z obszaru historii sztuki (gdzie proszę wybaczyć tak duży skrót myślowy). Z moim ujęciem sztuki w żaden sposób poszczególne „czarne punkty” nie korespondują. Dysponujemy zresztą dziewiętnastowiecznym określeniem niemieckim (bodajże Nietzche’go): ‘wyrobnictwo’. Oceniam tę sytuację w taki sposób: to nie jest sztuka. To są mniej lub bardziej sprawne realizacje boleśnie szablonowych założeń zleceniodawców. Tak rozumiem argument Blaka, artyście nic do tego! Tak ustanowionej siatki pojęć – moim zdaniem – w czasie dyskusji zabrakło. Prelegentki milcząco założyły, że czarne punkty to wyłuskane ze świata sztuki niefortunne zdarzenia. To właśnie, moim zdaniem, oburzyło uczestniczących w dyskusji czynnych artystów i teoretyka.”(Dominik Stanisławski)

”Z problemem estetyki PP trudno spotkać się w zasadzie na każdym szczeblu edukacji. To jest właśnie „czarny punkt” – przemilczanie zagadnień, które dotyczą zjawisk dotykających nas bezpośrednio, na co dzień. Będąc studentem historii sztuki i malarstwa, na uczelniach problem ten raczej nie jest podnoszony (za wyjątkiem jednego wykładu na ASP, który, choć w niewyczerpujący sposób, dotyka tej tematyki) – podobnie, jak cała przestrzeń teoretyczna, która problem partycypacji i aktywności sztuki w przestrzeni publicznej od dekad stara się podnosić. Najgorsze, że przy obecnych metodach kształcenia, nawet nie przychodzi mi do głowy sposób, w jaki można by to zmienić.”(Michał Zawada)

Jak więc edukować przyszłych artystów i obywateli miast ze światem sztuki bezpośrednio niezwiązanych, by wspólnie i harmonijnie tworzyli oni nowoczesny estetyczny wizerunek publicznej przestrzeni? Czy możliwe jest by akademikom i twórcom udało się nawiązać dialog z szerszym gronem odbiorców, zachęcając je do uczestniczenia w akacjach i projektach związanych ze sztuką współczesną?

Nowy krakowski pomnik!

Przerywamy relację z Czarnych Punktów aby przedstawić Państwu najświeższe doniesienia o krakowskiej przestrzeni publicznej.

Dnia 3 lipca 2009 roku w krakowskim dodatku Gazety Wyborczej ukazał się artykuł Rafała Romanowskiego dotyczący nowego pomnika, który postawiony zostanie w prokocimskim parku Jerzmanowskich. Sama rzeźba jest 2,5 metrowym odlewem przedstawiającym postać wynalazcy, polaka który „rozświetlił Amerykę” – Erazma Jerzmanowskiego.  Fundatorem monumentu jest Towarzystwo Przyjaciół Prokocimia, które na ten cel przeznaczyło 200 tys. złotych, autorem natomiast znany z Pomnika Ofiar Komunizmu (Cmentarz Rakowicki) Stefan Dousa.

Jednym z głównych założeń Projektu Miejskiego jest stawianie pytań. Artykułowanie wątpliwości dotyczących zarządzaniem przestrzenią publiczną oraz inicjatyw artystycznych bądź społecznych z nią związanych.

W wypadku nowego pomnika stawianego na Prokocimiu pytania same cisną się na usta. Brak wartości artystycznych, konwencjonalność oraz siermiężna XIX wieczna estetyka ścierają się w tym wypadku z godnym uznania faktem iż jest to oddolna inicjatywa Towarzystwa. Wszystko okraszone jest zachowawczym i obojętnym podejściem władz miejskich.

W artykule Romanowski cytuje wypowiedź Joanny Daranowskiej-Łukaszewskiej, prezes krakowskiego oddziału Stowarzyszenia Historyków Sztuk, która twierdzi, że każda tego typu inicjatywa ingerująca w obszar wspólny powinna być poddana ocenie fachowców.

Czy faktycznie? Kto powinien decydować o tego typu działaniach? Jaka jest w tym wypadku rola specjalisty? Na ile może sobie pozwolić władza?

Zapraszam Państwa do konstruktywnych komentarzy. Jednocześnie walcząc z anonimową swobodą internetowych dyskusji, proszę o podawanie przy swojej wypowiedzi imienia i nazwiska.