BRAND NEW BLOG!

Zapraszamy na aktualną stronę bloga Projektu Miejskiego!

by Twożywo

Z dyrektorem Dziedzicem o forum, czyli o planach zagospodarowania placu przed MNK ciąg dalszy.

Rozpoczęcie publicznej debaty na temat zagospodarowania placu przed Gmachem Głównym Muzeum Narodowego w Krakowie przez samą dyrekcję, zorganizowanie „Forum o forum” stanowią wyraz nowoczesnego postrzegania zagadnienia, jego złożoności i skomplikowanych mechanizmów nim rządzącymi.

Budowa parkingu podziemnego przy Al. Krasińskiego, pomiędzy Gmachem Głównym Muzeum Narodowego i hotelem „Cracovia”, której początek planowany jest w ciągu 3-4lat, daje sposobność do pozyskania na potrzeby muzeum przestrzeni przed budynkiem.

Pozbycie się naziemnego postoju samochodowego, uporządkowanie  i przeorganizowanie przestrzeni pozwoli poszerzyć działalność muzeum, tworząc dodatkowe miejsce ekspresji i ekspozycji dla artystów.

Tradycjonalistyczna i zachowawcza w swej strukturze instytucja, jaką  z założenia jest muzeum narodowe może wzbogacić się o niezależne forum, przestrzeń nieskrępowanego dialogu artystycznego z szeroką publicznością.

Projekt Miejski postanowił aktywnie włączyć się w debatę „Forum o forum”, poszerzając jego zakres, starając się aktywizować różne środowiska, dla których temat ten nie jest obojętny.

Zwróciliśmy się więc z propozycją współpracy do Dyrekcji MNK a także Wydziału Kultury i Dziedzictwa Narodowego UMK, by wspólnie zadbać o kształt przyszłego forum.

Po spotkaniach z Dyrekcją MNK i Dyrektorem WKiDN UMK należy zauważyć, że zaistniała szansa owocnej kooperacji w tak istotnej i prestiżowej dla Krakowa sprawie jaką jest projekt przekształcenia placu przed MNK w forum dla sztuki.

Pojawiają się oczywiście pewne kwestie sporne, różnice zdań, jednak w tym przypadku nie ma mowy o sprzeczności interesów.

Pozytywnym zaskoczeniem okazało się spotkanie  Projektu Miejskiego z Dyrekcją WKiDN UMK.

Dyrektor Stanisław Dziedzic, którego kategoryczne wypowiedzi były publikowane w Gazecie Wyborczej, zaprezentował swoje stanowisko w pełniejszym i znacznie, z naszego punktu widzenia, lepszym świetle.

Choć na samym początku rozmowy Dyrektor Dziedzic przypomniał, że dyskusja toczy się na temat terenu, który należy do Miasta i ten stan raczej nie ulegnie zmianie, podkreślił, że plac powinien służyć, w możliwie szerokim zakresie, potrzebom MNK.

Zaznaczył, iż jego zdaniem konieczne jest otwarcie się Rady Miasta na potrzeby muzeum, harmonijna współpraca i wspieranie inicjatyw artystyczno-społecznych mających rozgrywać się na forum.

Po raz kolejny powtórzył, że kwestia budowy nowego parkingu jest przesądzona, a sprawa przetargu na jego wykonanie w fazie bardzo zaawansowanej.

Dyrektor Dziedzic zgodził się z nami, że już na etapie projektowania tej podziemnej konstrukcji, należy określić przyszły wygląd i sposób zagospodarowania placu.

Także w kwestii pomnika Wyspiańskiego projektu prof. Mariana Koniecznego okazał się bardziej elastyczny niż wywnioskować można było z pojedynczych wypowiedzi. Zastrzegł jednak, że pewne propozycje, które pojawiły się w toku dyskusji na spotkaniu w MNK zdają się być niedorzeczne i nie mają szans na akceptację magistratu. „Nowe funkcje placu – stwierdza Stanisław Dziedzic – są już przesądzone i powracanie do dawno zarzuconego projektu nie jest właściwe. Także propozycja lokalizacji na Plantach, z uwagi na monumentalizm dzieła i charakter miejsca wzajemnie się wykluczają. Byłby to więc duży dysonans. Czy pomysł usytuowania pomnika na cokole „po Koniewie” wzbudzi szerszą akceptację? Wątpię. Osobiście byłbym taką decyzją zdziwiony. Uznaję, że lokalizacja pomnika przed Gmachem Głównym Muzeum, w którym eksponowane są liczne, wybitnej klasy dzieła Wyspiańskiego oraz innych artystów jego epoki, jest słuszna.  Niemniej po wybudowaniu parkingu podziemnego dotychczasowe miejsce ekspozycji może ulec pewnym zmianom. Rozmiary placu i fakt, że pas zieleni w stronę Domu Studenckiego Żaczek  jest własnością komunalną rozszerza zakres naszych możliwości. Jeśli więc powstanie odrębny pawilon muzealny poświęcony głównie dziełom Wyspiańskiego (pomiędzy Gmachem Głównym, a akademikiem), taka korekta usytuowania pomnika może okazać się tym bardziej uzasadniona.”

Dyrektor Dziedzic nie przekreślił jednak możliwości przenosin pomnika w bardziej dogodne dla niego miejsce, jednocześnie zaznaczając, iż przekonanie Rady Miasta o słuszności takiej decyzji stanowi duże wyzwanie.

Wymiernym efektem listopadowego spotkania z dyrektorem Dziedzicem jest deklaracja chęci i potrzeby współpracy z MNK, a także świadomość wagi podejmowanego tematu.

Będziemy starać się monitorować i pobudzać  rozpoczętą dyskusję o forum MNK.

Ogłoszenie konkursu na zagospodarowanie pl. Wolnica

11 grudnia o godzinie 14:00 (!) został rozstrzygnięty konkurs na zagospodarowanie placu Wolnica.
Idea konkursu zapisana w regulaminie brzmi :
„Kazimierz przeżywa dziś swój renesans, gromadzi coraz więcej turystów przyciąga mieszkańców Krakowa. Jego centralny plac, dawny kazimierski rynek, powinien stać się chętnie odwiedzanym miejskim salonem, wnętrzem o najwyższym standardzie i atrakcyjnym programie. Plac Wolnica czeka dziś na swoją szansę. Konieczne jest znalezienie takiej formuły programowej, takiej aranżacji jego przestrzeni, która zachęci do przyjścia, spędzenia w niej czasu, sprowokuje do spotkań, zatrzyma. Wygodne meble miejskie, dobrze zaaranżowana zieleń i atrakcyjne oświetlenie wydobywające z mroku najciekawsze elementy, posadzka na której można zarówno tańczyć jak i przechadzać się,, ciekawi goście i gospodarze staną się szansą na sukces towarzyski tego miejskiego salonu. Jak zaaranżować jego wnętrze, co zaproponować gościom.
Liczymy na inwencję i przekonywującą wizję uczestników Konkursu.
Mamy nadzieję, że wykorzystanie potencjału dziedzictwa tego wyjątkowego miejsca, uruchomienie możliwości centrotwórczych okolicznych instytucji i pomysły uczestników konkursu pozwolą ożywić plac. Wierzymy, że dzięki nim powstanie przestrzeń publiczna o najwyższej
randze, przestrzeń wyjątkowa”.
Maksymalny przewidywany w regulaminie koszt realizacji inwestycji wynosi 10.000.000 zł netto.
Oto 4 spośród 37 prac, które przeszły do „finału” konkursu:

I nagroda : Biuro Projektów Lewicki Łatak



opis projektu >

II nagroda: jojko+nawrocki architekci

Wyróżnienie: biuro Projekt Praga



Wyróżnienie: Spółka UCEES


Zapraszamy do komentowania wyników !

Przepraszamy za jakość zdjęć – zostały wykonane nieprofesjonalnym sprzętem, przez aktywistę amatora.

(Tomasz Lelek)

W POSZUKIWANIU PLACU ZABAW IDEALNEGO ROZMOWA Z ARCHITEKTKĄ KRAJOBRAZU ANNĄ KOMOROWSKĄ

Emilia Osińska; Czy architekci i artyści plastycy w Polsce zainteresowani są projektowaniem innowacyjnych placów zabaw dla dzieci w przestrzeni publicznej? Wydaje się bowiem pokutować przekonanie, że to zajęcie raczej mało twórcze i niezbyt poważne… Skąd innąd interesujące, co leży u podstaw takiego przeświadczenia… Czyżby kompleksy?

Anna Komorowska; Nie wydaje mi się, żeby architekci rezygnowali z projektów placów zabaw, bo są niezbyt poważne. Nigdy nie spotkałam się z takim argumentem. Przeciwnie – zaprojektowanie dobrego placu zabaw jest wyzwaniem i szalenie trudnym zadaniem, a do tego kosztownym i problematycznym. Plac zabaw musi być przede wszystkim bezpieczny, spełniać normy, posiadać certyfikaty. Cała procedura związana z pozwoleniami jest czasochłonna i droga. Myślę jednak, że powodem, dla którego artyści i architekci nie podejmują takiego tematu jest to, że nie dostają takich zleceń. Po prostu. Deweloper lub administrator osiedla, odpowiedzialny za postawienie placu zabaw, woli wziąć „gotowiec” z katalogu, bo tak jest szybciej, łatwiej i przede wszystkim taniej. To tak jak z budową domu. Większość Polaków budując dom weźmie projekt z katalogu, a nie zamówi go u architekta. Z wiadomych powodów.

Jestem przekonana, że w Polsce znalazłaby się spora grupa artystów i architektów zainteresowanych projektowaniem przestrzeni dla dzieci.

Przeglądając, chociażby w Internecie, realizacje ze Stanów, Wielkiej Brytanii, Niemiec czy Danii, zapiera dech w piersiach jak fenomenalne mogą być place zabaw. Dlaczego w Polsce praktycznie brak niekomercyjnego, odważnego i artystycznie zaangażowanego wzornictwa? Nie chodzi tu chyba przede wszystkim o blokadę natury ekonomicznej a raczej o głęboka nieświadomość tego, jak mogłoby być? Co Pani zdaniem stanowi tu podstawową przeszkodę?

Myślę, że jednak powody ekonomiczne są na pierwszym miejscu. Ale prawda, brakuje wiedzy na temat jak mogłoby być. Kończyłam kierunek architektura krajobrazu, czyli najbardziej, wydawałoby się, zbliżony do tego zagadnienia. Tymczasem na studiach nie miałam zbyt wielu wykładów o dobrych placach zabaw. Trudno więc się dziwić, że osoby mniej związane z tym tematem, nie mają pojęcia o tym jak projektuje się na świecie. Bo niby skąd mają to wiedzieć. Brakuje literatury na ten temat, dobrych portali internetowych (mówimy oczywiście o polskojęzycznych). No i przede wszystkim wciąż brak dobrych przykładów na miejscu, które mogłyby inspirować.

Jaka najciekawsza realizacja powstała Pani zdaniem w Polsce w przeciągu ostatniego roku, dwóch lat? Prawdę powiedziawszy nie znam takiej, którą mogłabym wskazać na 100%, ale wynika to też z tego, że nie mam zbyt wielu okazji do zwiedzania polskich placów zabaw (jeszcze😉. Może takie realizacje są, ale są mało promowane. Trudno powiedzieć. Oczywiście samolotowy plac zabaw w parku na os. Dywizjonu 303 to pierwsza jaskółka, która mam nadzieję, jednak wiosnę uczyni…

Czy w Polsce powstają publiczne place zabaw dostosowane do potrzeb dzieci niepełnosprawnych fizycznie i umysłowo?

Na pewno przy ośrodkach, gdzie na stałe przebywają niepełnosprawne dzieci, wprowadza się pewne udogodnienia dla nich. Nie umiem jednak podać przykładu publicznego placu zabaw, na którym mogłyby bawić się jednocześnie dzieci sprawne i niepełnosprawne. Bo nie należy zapominać, że taki plac zabaw powinien służyć integracji, a nie podziałowi – tu bawią się zdrowe dzieci, a tu chore.

Czy w najbliższej przyszłości istnieją szanse na utworzenie w Krakowie placu zabaw na miarę Parku Guliwera w Walencji czy projektu Grounds for play w Glasgow? Doskonała lokalizacja namierzona: plac między Karmelicką a Dolnych Młynów na tyłach WBP…

Nie wiem czy chciałabym tam widzieć Guliwera, bo akurat niezbyt mi się ten projekt podoba :)). Myślę, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby taki plac zabaw powstał. Nie sądzę jednak, żeby było to możliwe w podanej przez Panią lokalizacji. Choć trzeba przyznać, że w centrum Krakowa w ogóle brakuje placów zabaw.

Czy jeśli taki projekt miałby powstawać to czy we współpracy z komercyjnymi dostawcami sprzętu czy niezależnie? Jeśli taki projekt już istnieje, jakie są jego podstawowe założenia? Co stanowi o jego specyfice?

Jak wspomniałam wcześniej w projektowaniu placów zabaw niezwykle trudne są procedury związane z uzyskaniem pozwoleń i certyfikatów. Dlatego może nie trzeba całkowicie obrażać się na katalogi, ponieważ oferowany tam sprzęt jest opatrzony niezbędnymi certyfikatami. Można jednak pomyśleć nad wyborem dobrych, ciekawych zabawek, takich jak np. produkcji Richter Spielgärete (jak pisała autorka bloga Playscapes – jedyny katalog, który może polecić) oraz nad kompozycją całości. Problemem naszych placów zabaw są nie tylko banalne, powtarzalne zabawki, ale również to, że całość traktowana jest jak worek, do którego wrzuca się bez ładu wszystkie sprzęty. Dużo zależy od ustawienia poszczególnych elementów, od kształtowania całego krajobrazu wokół – różnic poziomów, granic (nie musi to być metalowy płotek), zastosowanej roślinności oraz przede wszystkim – myśli przewodniej. Każde miejsce jest inne. W każdym miejscu bawi się inna grupa dzieci. Dlaczego więc wszystkie place zabaw są identyczne? Należy wsłuchać się w genius loci, zaprosić miejscowe dzieci i wspólnie wymyślić wspaniałą historię, która stanie się osnową dla koncepcji. Rewelacyjnym przykładem jest plac zabaw w Millenáris Park w Budapeszcie, na którym odnajdujemy elementy nawiązujące do jednego z węgierskich podań ludowych.

Marzenia a rzeczywistość, czyli porozmawiajmy o finansach. Jakiego rzędu kwota potrzebna jest szacunkowo, aby powstał niebanalny plac zabaw? Jak to się ma do cen placów zabaw „z pudełka”. Skąd takie fundusze pozyskać?

Koszt budowy placu zabaw zależy od ogromnej ilości czynników – od wielkości, miejsca, w którym się znajduje, elementów, które zawiera, grupy docelowej, która będzie z niego korzystała, użytych materiałów i wielu, wielu innych. Dlatego nie da się jednoznacznie powiedzieć ile miałby kosztować „niebanalny plac zabaw”. Na pewno, w porównaniu z placem zabaw z katalogu – trzeba doliczyć koszt indywidualnego projektu oraz koszty związane z pozyskiwaniem odpowiednich certyfikatów. Moim zdaniem jednak, to wcale nie oznacza, że plac zabaw musi być bardzo drogą inwestycją. W pracowni k., którą prowadzę, przygotowujemy się do projektu (który będziemy chcieli również zrealizować) placu zabaw wykonanego z naturalnych materiałów – łatwego do samodzielnego wykonania, niepowtarzalnego i przede wszystkim taniego. Mam nadzieję, że uda nam się znaleźć odważnego partnera, który zainwestuje w taki eksperyment.

Czy w ciągu ostatnich lat zauważa Pani w Polsce jakieś znaczące zmiany w podejściu do kwestii placów zabaw, ich projektowania, realizacji (jeśli chodzi tak o organa rządowe, jak o odbiór społeczny)? Jakiego rodzaju są to zmiany?

Przede wszystkim obserwujemy wzrost świadomości rodziców. Zarówno jeśli chodzi o rozwój dziecka, jak o jego otoczenie. Na rynku zaczęły pojawiać się dobrze zaprojektowane, ciekawe wizualnie zabawki (najczęściej jeszcze ekologiczne). Spotykamy coraz więcej miejsc przyjaznych maluchom i rodzicom. Organizowane są warsztaty rozwojowe, ale takie które wymagają zaangażowania od rodziców (odchodzimy od modelu przerzucania dziecka z jednych zajęć na drugie). Powstają takie gazety jak „Gaga”. Świadomym rodzicom nie jest obojętne czy miejsce, w którym przebywa ich dziecko jest banalne i brzydkie, czy estetyczne i pobudzające do kreatywności. Z czasem to właśnie rodzice zaczną „wymuszać” na deweloperach, władzy lokalnej, zmianę w tym kierunku. Tutaj widzę szansę na powodzenie nowych, ciekawych pomysłów.

Często podkreśla Pani w swoich tekstach ogromną wagę aktywnej partycypacji dzieci w projektowaniu placów zabaw. Na czym konkretnie taka współpraca dzieci i dorosłych miałaby polegać?

Pamiętajmy, że plac zabaw to miejsce, w którym będą przebywać dzieci. Brzmi to banalnie, ale niestety mam wrażenie, że o tym zapominamy. Argument o tym, że kiedyś sami byliśmy dziećmi nie jest wystarczający. Owszem byliśmy, ale zdążyliśmy o tym zapomnieć. Zapomnieć o tym co naprawdę sprawiało nam frajdę (często nie były to „bezpieczne” zabawy). Wiele podręczników dotyczących projektowania placów zabaw podkreśla, że dzieci są najlepszymi specjalistami od zabawy. Dlatego nie można pominąć ich udziału w procesie projektowania, a nawet tworzenia placu zabaw. W jakim sposób pytać dzieci o ich zdanie? Raczej nie będą to ankiety. Warto zorganizować warsztaty, w ramach których dzieci opowiedzą, narysują, przedstawią na modelu swoje pomysły. Warto również inspirować dzieci, pokazać im ciekawe przykłady ze świata, otworzyć ich (tak, aby oderwały się od placów zabaw, które znają). Zebrane pomysły mogą stać się inspiracją dla architekta. Ale tutaj rola dzieci się nie kończy. Warto pomyśleć o prezentacji gotowej koncepcji. Dzieci są wymagającymi klientami, potrafią wprost powiedzieć co im się w projekcie nie podoba. Jeżeli jest taka możliwość, niektóre czynności przy budowie placu zabaw mogą być wykonane wspólnie z dziećmi, jak np. sadzenie roślin lub malowanie ogrodzenia.

Jaka jest reakcja władz, projektantów i osób decyzyjnych na ideę projektowania z udziałem dzieci?

Wszystko zależy od ludzi. Partycypacja społeczna, czy dotyczy ludzi dorosłych, czy dzieci – bywa uciążliwa, jest przede wszystkim czasochłonna i droga. Ale ponieważ coraz więcej mówi się o udziale mieszkańców w projektowaniu przestrzeni publicznej, coraz więcej instytucji, ale również przedstawicieli lokalnej władzy korzysta z konsultacji społecznych – należy mieć nadzieję, że dzieci również zostaną dopuszczone do głosu.

W roku szkolnym 2007/2008 oraz 2008/2009 Małopolski Instytut Kultury w Krakowie realizował skierowany do przedszkoli i szkół projekt edukacyjny „Oswoić przestrzeń”, w ramach którego prowadzono warsztaty z dziećmi poświęcone głównie kreowaniu przestrzeni placów zabaw. Czy inne krakowskie instytucje podejmują tego rodzaju inicjatywy? Jak wygląda w tym względzie sytuacja w innych częściach kraju? Czy ewentualne działania ograniczają  się  do jednorazowych akcji czy pojawiają się istotne długofalowe inicjatywy?

Celem projektu „Oswoić przestrzeń” jest przede wszystkim edukacja przestrzenna dzieci i młodzieży. Chcieliśmy jednak pokazać uczniom, że architektura to nie tylko kolejne warsztaty, ale rzeczywista przestrzeni wokół nas. Dlatego ważnym elementem była realizacja wybranych, drobnych elementów projektów zagospodarowania terenów wokół szkół partnerskich. Wspólnie z uczniami budowaliśmy kwaterę ogrodową, ławkę czy „Ścieżkę bosych stóp”. Temat edukacji przestrzennej jest bardzo obszerny i mógłby stać się tematem osobnego artykułu. Odsyłam na stronę internetową www.autoportret.pl, na której co tydzień zamieszczane będą opisy ciekawych warsztatów lub scenariusze zajęć z Wielkiej Brytanii, Finlandii, Niemiec, Austrii i innych krajów, jak również z Polski. Mówiąc o samej Polsce – tak, podejmowane są działania tego typu. Być może nie są tak widoczne jak te zachodnie, ale organizacje takie Stowarzyszenie Akademia Łucznica czy Wędrowni Architekci (pozwolę sobie zatrzymać się na tych dwóch) czynią wiele starań w tym kierunku.

Komentując, z resztą z dużym rozczarowaniem, program rządowy „Radosna Szkoła” pisała Pani, że mógł się on stać doskonałą okazją do podjęcia szerszej dyskusji o tym „w  jaki sposób projektować place zabaw, aby służyły rekreacji, edukacji i ogólnemu rozwojowi”? Co stanowi tutaj według Pani kwestię kluczową?

Przede wszystkim nie mogą to być powtarzalne place zabaw. Jak mówiłam wcześniej – każde miejsce ma swoją specyfikę, którą należy uwzględnić w projekcie. Ważne jest również, aby zabawki na placach zabaw nie sugerowały tylko jednego sposobu użycia, tzn. aby można było je wykorzystać na kilka sposób. Właśnie z tego powodu niezwykle rozwijające są naturalne place zabaw. Rekreacji i rozwojowi na pewno nie sprzyja siedzenie na gumowej nawierzchni. Wykładanie całego placu zabaw tzw. bezpieczną nawierzchnią jest coraz powszechniejsze, ale wcale nie konieczne. Normy określają powierzchnię jaka jest niezbędna. W wielu wypadkach piasek lub inne sypkie nawierzchnie, są w zupełności bezpieczne. Stają się one również materiałem do zabaw – przesypywania, kopania dołów, tuneli, zamków… Pole do popisu dla wyobraźni. Przykłady można mnożyć.

Czy poza programem „Radosna szkoła” zostały podjęte ostatnio inne inicjatywy ministerialne  czy władz niższego szczebla na rzecz liczniejszych, mądrzejszych i ciekawszych placów zabaw?

Nie znam podobnych inicjatyw, dlatego z radością przyjęłam wiadomość o tym, że Ministerstwo Edukacji dofinansuje przyszkolne place zabaw. Niestety program okazał się wielkim rozczarowaniem, z powodów o których wcześniej mówiłam – sztampowości, powtarzalności schematów, zachęcania do tworzenia identycznych placów zabaw z katalogu. Wielu zapisów programu nie rozumiem. Dlaczego wszystkie dofinansowane place zabaw muszą mieć bezpieczną nawierzchnię w określonym kolorze (niebieskim i pomarańczowym), powinny być prostokątne i płaskie… Autorzy programu argumentują to potrzebą łatwego dostępu. I to jest właśnie to, o czym wspominałam – ktoś kto pisze coś takiego chyba zapomniał, że w dzieciństwie uwielbialiśmy wspiąć się na pagórek, a potem się z niego sturlać, a zimą zjechać na sankach…

Co z aktywnością organizacji pozarządowych w tym względzie?

Wspomniana już przeze mnie Akademia Łucznica, w ramach prowadzonej od lat edukacji architektonicznej, zrealizowała razem z dziećmi plac zabaw, wykonany z naturalnych materiałów – drewna, wikliny. Plac zabaw, może nie w 100% bezpieczny z punktu widzenia norm i certyfikatów, był ulubionym miejscem zabaw dzieci przez całe lato. Wiklinowy, kręcący się (!) domek na drzewie powstał również przy leśniczówce w Dąbrowie Dolnej, zajmowanej przez Stowarzyszenie Odnowica. Jak widać można :)).

I na koniec, jak Pani zdaniem powinien wyglądać idealny plac zabaw? Co znalazłoby się na nim z pewnością, czego na pewno nie pominęłaby Pani robiąc taki projekt?

Idealny plac zabaw to taki, na których chcą bawić się dzieci (i to nie tylko z braku innego miejsca), który rozwija ich kreatywność, który zachęca do wspólnych zabaw, który nie jest sprzeczny z duchem miejsca, który uwzględnia potrzeby i pomysły dzieci (tych konkretnych dzieci, które tam się bawią), który rozwija się razem z dziećmi (stopniowo dorastającymi i odchodzącymi, z nowymi). A dla mnie osobiście powinien być jeszcze naturalny :)).

Dziękuję za rozmowę.

ANNA KOMOROWSKA (ur. 1982)

Architektka krajobrazu i pedagog. Studia na Wydziale Architektury Politechniki Krakowskiej, Technicznym Uniwersytecie w Kaiserslautern (Niemcy) oraz Wydziale Humanistycznym Akademii Górniczo-Hutniczej. W latach 2007-2009 koordynatorka programu „Autoportret. Warsztaty” w Małopolskim Instytucie Kultury. Założycielka projektowo-edukacyjnej pracowni k. (http://www.pracowniak.pl). Autorka licznych publikacji związanych z edukacją architektoniczną dzieci i młodzieży, m.in.. w: Zieleń Miejska, portal ArchitekturaKrajobrazu.info, kultura enter miesięcznik wymiany idei, autoportret. Pismo o dobrej przestrzeni, portal miejsca.org, portal architekci.pl.

(Emilia Osińska)

JOANNA ERBEL: „MIEJSKA WSPÓLNOTA LUDZI I NIE-LUDZI”

Współczesne dyskusje o mieście coraz częściej toczą wokół pytania: do kogo należy miasto? Czy jest ono miastem urzędników, deweloperów czy mieszkańców? Jeśli zaś mieszkańców, to czy każdy mieszkaniec miasta może należeć do miejskiej wspólnoty? Czy nielegalna imigrantka albo nowoprzybyły pracownik najemny mają w praktyce takie same prawo do miasta jak potomek rodziny żyjącej w danym miejscu od pokoleń? Czy w dobie globalizacji i nasilonych migracji w ogóle można mówić o wspólnocie miejskiej? Odpowiedz na pytanie o formę wspólnoty miejskiej jest nie tylko zagadnieniem teoretycznym, ale ma również konsekwencje praktyczne, które znajdują swoje odbicie w planowaniu przestrzennym i mogą albo zapobiegać różnym formom społecznego wykluczenia, albo je pogłębiać…

całość artykułu w formacie pdf:

ERBEL Miejska wspólnota ludzi i nie-ludzi_kult.pop_ost

PLAYSCAPES CZYLI O TYM, ŻE MOŻNA. KILKA UWAG NA TEMAT PLACÓW ZABAW I SZTUKI.

Amerykanka Paige Johnson pracuje w laboratorium. Bada nanostruktury i poszukuje nowych sposobów ich wytwarzania. Zawodowo większość czasu spędza na poziomie pojedynczych atomów i cząstek. W marcu 2008 roku, pod pseudonimem Arcady, zaczyna prowadzić bloga, który bardzo szybko staje się szalenie inspirującym źródłem informacji i idei, na polu społecznie ciągle jeszcze słabo uświadomionym, a domagającym się popularyzacji, przemyślenia i nowych konceptów. Wbrew temu, co można by przypuszczać, blog nie dotyczy jednak nanotechnologii, a unikatowych rozwiązań projektowych dla przestrzeni placów zabaw. Mowa o Playscapes. A blog about playground design, który w stosunkowo krótkim czasie zdobywa uznanie na tyle, że artykuł mu poświęcony zamieszcza między innymi amerykańska edycja Landscape Architecture Magazine (czerwiec, 2009).

Luckey Climbers , Tom and Spencer Luckey

Dzieło Paige Johnson warte jest uwagi. Surfując w sieci łatwo odkrywamy, że niezwykle trudno znaleźć jest niekomercyjne informacje na temat placów zabaw, szczególnie takie, które bezpośrednio dotyczyłyby kwestii ich projektowania i realizacji. Rzadko trafić można na propozycje rozwiązań stylistycznie niesztampowych, które wyraźnie wskazywałyby na  chęć zaproponowania czegoś nowego i unikatowego. Rzecz jasna, nie jest to problem sieci jako takiej; niedobór informacji wynika, o banale!, z tego, że świeżego i oryginalnego wzornictwa placów zabaw po prostu brakuje. I okazuje się, że nie tylko w Polsce, ale i na świecie (różnica, polega na tym, że „na świecie” takie realizacje bywają, u nas ich liczba jest na poziomie nano).

Grounds for Play. Rainbow bridge Lorraine Aaron, Glasgow, Szkocja, 2004

bella ship and globe, Glasgow, Szkocja, 2004


Sedno problemu tkwi nie tyle w zastygłym przyzwyczajeniu do placów zabaw, które mijamy codziennie, często w niezmienionym od kilkunastu lat stanie, ile raczej w szeroko rozpowszechnionym braku świadomości tego, jak mogłoby być. Czujemy się całkowicie usatysfakcjonowani kiedy na okolicznym placu pojawi się mniej lub bardziej rozbudowany, jednak zawsze niebezpiecznie zunifikowany w formie i kolorystyce, tak zwany „zestaw zabawowy”, jaki odnajdziemy w ofercie większości producentów „placów zabaw w pudełku”: rodzaj drewnianej wieżyczki ze zjeżdżalnią, siatką do wspinania i przystawkami z metalowych drabinek (niedługo nawet nawierzchnie takich miejsc wyglądać będą wszędzie tak samo: piankowe lub gumowe, koniecznie w kolorze pomarańczy – dokładnie według fantazji, bo nie uzasadnionych wskazań – Ministerstwa Edukacji Narodowej. Pomarańczowy brak alternatywy). Nie zdajemy sobie sprawy, że plac zabaw może na prawdę zaskakiwać, że nie jest nierealnym wzornictwo odważne, niebanalne i dowcipne. Budowanie wiedzy na ten temat stanowi więc zadanie niebagatelne, jeśli chcemy, żeby w przyszłości powstawały u nas place zabaw o oryginalnym, ba, nawet ekscentrycznym designie (a przy tym  wciąż bezpieczne!).

Grosse Tete. La Grande Borne, Francois Lalanne, Grigny, Francja, 1967

Szczególnie istotnym jest tu aby dotrzeć do artystów i architektów; przekonać ich, że projektowanie placów zabaw nie jest zajęciem mało twórczym, denobilitujacym a przy tym z deka niepoważnym (a taka opinia niestety wydaje się krążyć…). Kluczowym jest uświadomienie, że plac zabaw stanowić może na prawdę wyjątkowe medium artystycznego wyrazu o silnym oddziaływaniu społecznym ze względu chociażby na możliwą intensywność stymulowania wyobraźni, a w konsekwencji wzbogacenia ogólnego rozwoju i wrażliwości, tak dzieci, jak dorosłych. Trzeba wzbudzić potrzebę podjęcia inicjatywy łączącej w przestrzeni publicznej sztukę i zabawę, inicjatywy indywidualnego i kolektywnego działania artystów, bezpośrednio w tkance miasta, na rzecz  placów zabaw-małej architektury.

Hula Hoop Dome, Minsuk Cho, 2008

Spektrum możliwości jest szerokie, od chociażby realizacji pokrewnych architekturze tymczasowej (place zabaw w zaaranżowanych artystycznie kontenerach) a przede wszystkim bliskich sztuce instalacji, poprzez, w szczególności, te nawiązujące do minimal artu, wątków konceptualnych, environmental art czy sztuki ziemi („eko-place”: bimorficzne konstrukcje, wykorzystanie jedynie materiałów naturalnych a nawet żyjących roślin), kończąc na projektach uwzględniających nowe media, wykorzystujących grę światłem, projekcją video, hologramem. Istotnym jest, aby pokazać, jak ważna przy projektowaniu jest współpraca z dziećmi, w końcu dla nich przede wszystkim powstają place.

Postdamer Platz, Berlin, Niemcy

Dlatego właśnie piszę o Paige Johnson i jej blogu. Playscapes stanowi fenomenalne źródło wiedzy na temat tego, co dzieje się w świecie projektowania placów zabaw. Nie jest blogiem architekta-profesjonalisty, ale prezentując bardzo różnorodne wzornictwo, może być niezmiernie istotnym źródłem inspiracji również dla tego ostatniego. Blisko dwieście postów i ponad sześćset zdjęć prezentuje place zabaw z całego świata (choć to sformułowanie trochę na wyrost: ciągle przeważają pomysły ze Stanów, Wielkiej Brytanii, Niemiec i Danii) a także historyczne zdjęcia oraz archiwalne materiały na wiadomy temat. Zapoznanie się z Playscapes stanowić może ważny krok na drodze ku mądrzejszym i ciekawszym placom zabaw o bezdyskusyjnych walorach artystycznych. O takie place apeluję.

Parque Gulliver, Rafael Rivera, Manolo Martin, Sento Walencja, Hiszpania

PS. Paige Johanson poza Playscapes prowadzi trzy inne blogi założone juz wcześniej, w styczniu 2008 roku, z potrzeby upublicznienia i poddania pod dyskusję zebranych materiałów, ściśle związanych z jej zainteresowaniami. Jeszcze zanim wzięła roczną przerwę od pracy w laboratorium aby uzyskać tytuł magistra Historii Ogrodów na prestiżowym University of Bristol w Wielkiej Brytanii, wzbogaciła blogosferę o Gardenhistorygirl. Gardens now and then. Jako córka pastora, przed którym postawiono zadanie zbudowania nowego kompleksu kościelnego, Paige aktywnie uczestniczy w szukaniu inspiracji dla tego projektu – efektem między innymi jest blog Good church design. It’s rare. Dedicated to helping churches incorporate good design (Swoją drogą, Playscapes również narodził się w związku z tym projektem – przy kościele postanowiono zbudować mały plac zabaw. Cena sprzętu proponowanego przez komercyjne firmy specjalizujące się w organizowaniu tego typu przestrzeni okazała się kilkakrotnie przewyższającą budżet jakim dysponowano, a same urządzenia mało oryginalne i nieciekawe w formie, w związku z czym Paige zaczęła intensywne poszukiwania w sieci…) Czwarty blog prowadzony przez Arcady tematycznie najbliższy jest jej pracy zawodowej, gdyż dotyczy problemów powstających na styku nauki i sztuki: Airy Disc. Intersections between Art and Science. Paradoksalnie, Paige poświęca mu jednak najmniej czasu i uwagi. Architektura, design i projektowanie krajobrazu wydają się wciągać ją dużo bardziej niż nanotechnologie; sama z resztą twierdzi, że w przeciwieństwie do innych naukowców, poza laboratorium nie myśli zbyt wiele o losach nanostruktur…

(Emilia Osińska)

http://playgrounddesigns.blogspot.com

http://goodchurchdesign.blogspot.com

http://gardenhistorygirl.blogspot.com

http://airydisc.blogspot.com

Warte uwagi są jeszcze dwa blogi:

http://www.vulgare.net

http://experimentalplay.blogspot.com

Wszystkie zdjęcia za http://playgrounddesigns.blogspot.com

ŚMIERĆ MIASTA: UPADEK PRZESTRZENI PUBLICZNYCH

Krzysztof Nawratek

3 grudnia 2009 r. o godz. 18:00 w Bibliotece Sztuki Krzysztof Nawratek opowie o zaniku przestrzeni dla Obywateli we współczesnych miastach oraz narzędziach jej odnowy.

„To, co widzimy w naszych miastach, to nie są przestrzenie publiczne. Już dawno przestały nimi być. (…) Przestrzenie, które zwykliśmy uważać za publiczne, są w istocie albo przestrzeniami tworzącymi infrastrukturę komunikacyjną – zarówno dla transportu pieszego, jak i kołowego – albo przedpolem dla funkcji komercyjnych, albo – w najlepszym razie – fragmentem systemu przewietrzania miasta bądź też elementem jego ekosystemu. (…) Mamy jakieś relikty w postaci rynków w centrach historycznych miast, parków czy skwerów, ale to są nieznaczące pozostałości po dawnych, dobrych (?) czasach. (…) We współczesnych miastach nie ma już przestrzeni dla Obywateli. Przestrzenie publiczne przestały istnieć. Są jedynie przestrzenie dla użytkowników i dla konsumentów”.

Krzysztof Nawratek – architekt, urbanista, absolwent Politechniki Śląskiej w Gliwicach, doktor nauk technicznych (architektura i urbanistyka). Autor książki Miasto jako idea polityczna (Korporacja Ha!art 2008). Wykłada architekturę w School of Architecture, Design and Environment na Uniwersytecie Plymouth. Prowadzi blog przestrzenie i ciała.

http://krzysztofnawratek.blox.pl/html

CHCĄ SKUĆ MOZAIKĘ Z BIPROSTALU

proj. Aleksander Rusin

W ostatnim czasie głośna stała się w Krakowie sprawa planów skucia mozaiki z budynku Biprostalu w związku z jego całościowym remontem. Zamiast dzieła krakowskiej artystki, Celiny Styrylskiej-Taranczewskiej, na bocznej elewacji mają pojawić się kamienne płyty. Przedstawienie opinii publicznej zatwierdzonego już projektu od razu wzbudziło wiele kontrowersji i burzliwych dyskusji. Nikt, a w szczególności właściciel Biprostalu, nie spodziewał się z pewnością aż takiego sprzeciwu. Do akcji protestacyjnych włączyły się media, różnego rodzaju stowarzyszenia i instytucje, studenci oraz mieszkańcy Krakowa. W Internecie krąży petycja w tej sprawie, którą może podpisać każdy, kto nie zgadza się, aby mozaika zniknęła z krajobrazu Krakowa, a – jak twierdzi Monika Bogdanowska, architekt i przewodnicząca Komisji ds. Ratowania Zabytkowych Cmentarzy Krakowa i Ziemi Krakowskiej – „to właśnie mieszkańcy Krakowa mogą coś zdziałać w pierwszej kolejności – nikt inny”.

zdj. Karolina Krupska

Niestety polskie prawo nie zabrania niszczenia budynków powstałych w drugiej połowie XX wieku, jeśli nie widnieją one w rejestrze zabytków. Mozaika z Biprostalu wpisana została niedawno do gminnej ewidencji zabytków, jednak to nie daje miastu prawa do ochrony dzieła. Potrzebny jest wpis dokonany przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków do rejestru zabytków, lecz, jak twierdzi Mikołaj Kornecki, przewodniczący Obywatelskiego Komitetu Ratowania Krakowa, „to daleka droga i też wymaga dobrej woli właściciela”.

Bardzo zły stan mozaiki, który może spowodować odpadnięcie płyt ceramicznych z elewacji budynku, jest głównym argumentem właściciela Biprostalu za zlikwidowaniem dzieła. Jak twierdzi Monika Bogdanowska, odrestaurowanie mozaiki o tak dużej powierzchni jest technicznie i technologicznie zupełnie nowym problemem. Brakuje również na to pieniędzy, wciąż szukane są środki i sposoby ich pozyskania. Pojawiają się również propozycje, by zdjąć mozaikę i nałożyć ją z powrotem na ocieploną elewację, lecz to wymagałoby interwencji w projekt i zwiększyło koszty. Muzeum Narodowe w Krakowie zaproponowało także, by przenieść dzieło Celiny Styrylskiej-Taranczewskiej na jeden z krakowskich bloków. Są to jednak rozwiązania ostateczne, a wszyscy woleliby, aby mozaika pozostała na swoim miejscu. Mikołaj Kornecki największe nadzieje pokłada w rozmowach z właścicielem budynku. Mówi, że OKRK ma propozycje technicznego rozwiązania problemu, które chce przedstawić w najbliższym czasie inwestorowi. Piotr Płucienniczak, współinicjator akcji Nie pozwólmy zryć mozaiki z Biprostalu oraz manifestu grupy „Biprostal-2”, twierdzi natomiast, że dyrektor Biprostalu nie wydaje się osobą rozmowną, i że niestety rozwiązanie przynieść może wyłącznie administracyjna ochrona mozaiki. Ufa jednak, że „społeczne poruszenie i szum medialny przynajmniej zmotywują zarząd do zadbania o wizerunek firmy i pozostawienia dzieła sztuki”.

Największym i bez wątpienia miłym zaskoczeniem jest fakt, że do akcji ratowania dzieła włączyło się wielu mieszkańców Krakowa, dla których mozaika stała się stałym elementem tej części miasta. Większość przyzwyczaiła się do niej tak bardzo, że nie wyobrażają sobie, by budynek na rogu ul. Królewskiej i Alei Kijowskiej zmienił swój wyraz. Zamiar skucia mozaiki poruszył zatem nie tylko środowiska ludzi zainteresowanych sztuką, ale przede wszystkim mieszkańców, a dyskusje na ten temat słychać w tramwaju za każdym razem, gdy przejeżdżają obok budynku Biprostalu.

Może dziwić, że właściciel Biprostalu, będąc posiadaczem takiego dzieła sztuki, chce się go pozbyć. Niestety faktem jest, iż inwestorów interesuje głównie zysk, a nie historyczna i artystyczna wartość budynku. Nasze prawo nie chroni takiego rodzaju zabytków, dlatego co roku tracimy kolejne obiekty powstałe po latach 50. XX wieku. Kraków skupiony jest tak bardzo wokół zabytków Starego Miasta, że modernistyczna jego część, przez większość uważana za mniej atrakcyjną, jest zapominana i niszczeje.

Jedyna nadzieja w nas, zwykłych, przeciętnych mieszkańcach tego miasta. Optymistycznie nasz udział w ratowaniu mozaiki widzi Piotr Płucienniczak: „Akcja protestacyjna wpisuje się w trend odzyskiwania przestrzeni miejskiej i zwiększania świadomości dotyczącej tego, co dzieje się z Krakowem. Jeśli patrzeć na sprawę z perspektywy socjologicznej, to nawet gdy mozaika zostanie zryta, akcja będzie sukcesem – uruchamia bowiem i podtrzymuje potencjał społeczny, który mobilizował będzie się przy okazji podobnych protestów w przyszłości”.

Istnieje zatem szansa, byśmy to my przyczynili się do uratowania tej ogromnej, ponad pięćdziesięciometrowej, kubistycznej kompozycji zaprojektowanej przez krakowską artystkę specjalnie z okazji utworzenia Biprostalu. Niewiele obiektów takiego rodzaju mamy w Krakowie, na szczęście jednak mozaiki na Kinie Kijów i teatrze Bagatela doczekały się swojego odnowienia i są prawdziwą ozdobą miasta. Pozostaje żywić nadzieję, że posłużą też za przykład takiego postępowania, które szanuje unikalną historyczną i artystyczną wartość krakowskiej architektury. Nie stać nas na utratę tak cennych obiektów.

Zachęcam wszystkich do podpisywania petycji na stronie petycje.pl.

Karolina Krupska

proj. kampanii Aleksander Rusin

*Kampania „Stop Tandecie” zainicjowana została na forum SkyscraperCity, doczekała się fantastycznej oprawy graficznej autorstwa Aleksandra Rusina, jednak do tej pory nie została wykorzystana poza siecią. Planowany remont Biprostalu ma „szansę” stać się kolejnym przykładem działań Kapitana Tandety.

Sztuka uliczna na salonach

Dobrze zaprojektowane strony internetowe stają się dla galerii i muzeów narzędziem, które skutecznie burzy niechciany dystans instytucjonalnych murów. Saatchi osiąga ten cel już świetną, kuszącą zwiedzających stroną stacjonarnej galerii.

Dział Saatchi Online jest jednak szczególnie spektakularnym przykładem wykorzystania internetowych narzędzi w zarządzaniu instytucją sztuki. To agregat informacji dla kolekcjonerów, artystów i zwiedzających, wreszcie interaktywna galeria. I ta ostatnia z projektowomiejskiego punktu widzenia interesuje nas najbardziej.

Prosty pomysł udostępnienia w sieci przestrzeni ekspozycyjnej szybko stał się wzorcem artystycznego egalitaryzmu – każdy użytkownik Internetu, nieważne uznany artysta czy amator, bez oglądania się na aktualne trendy i gusta galerników może wystawiać tu swoją sztukę. Także tę, która ma z definicji utrudniony dostęp na salony – uliczną. Read more »

Protestujemy przeciwko planom zabudowy Zakrzówka

List Otwarty
do Prezydenta Miasta Krakowa,
Radnych Miasta Krakowa
oraz krakowskiej opinii publicznej

w sprawie zabudowy Zakrzówka

Szanowni Państwo,

Krakowski Zakrzówek jest miejscem szczególnym. Ma swoje miejsce w historii miasta, a jego niezwykłość została potwierdzona przez badania naukowe stwierdzające występowanie tam chronionych prawem polskim i europejskim gatunków roślin i zwierząt. To wyjątkowy obszar – wyizolowany od wielkomiejskiego zgiełku, a jednocześnie znajdujący się blisko centrum. Stwarza zatem idealne warunki dla rekreacji mieszkańców, od najzwyklejszych jej form aż do uprawiania sportów ekstremalnych. Od momentu utworzenia zalewu obszar ten wrósł w krajobraz miasta jako teren rekreacyjny dla szerokiej rzeszy jego mieszkańców.

W tym czasie szereg dokumentów tworzonych przez Radę Miasta i Magistrat przybliżał nas do ustanowienia tam parku miejskiego. Miasto nie wydawało żadnych decyzji pozwalających na zabudowę bezpośrednich okolic zalewu, Skałek Twardowskiego ani okolicznych łąk.

Sytuacja zmieniła się z chwilą wykupu części terenu przez portugalskiego inwestora. Magistrat z niewiadomych powodów zmienił wówczas diametralnie kierunek działania i w kwietniu 2008 roku został przedstawiony opinii publicznej projekt miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Zgodnie z nim część terenu, który miał stać się parkiem w szybkim tempie ma zamienić się w blokowisko nawet dla 10 tys. mieszkańców z drogą przelotową przy zalewie i Skałkach, którą będzie przejeżdżać 5-6 tysięcy samochodów dziennie. Nowy plan zagospodarowania zignorował wnioski setek krakowian, którzy opowiedzieli się za uniemożliwieniem zabudowy.

W naszej opinii realizacja tego planu kompletnie zrujnuje niezwykłe walory wypoczynkowe Zakrzówka. Ucierpi na tym przyroda całej okolicy. Jest prawie pewne, że niektóre gatunki chronionych roślin i zwierząt zostaną unicestwione. Czego nie zniszczą prace budowlane zniknie na pewno wskutek długotrwałego oddziaływania osiedla.

Z tych powodów stanowczo sprzeciwiamy się planom zabudowy Zakrzówka. Domagamy się kontynuowania polityki zmierzającej do utworzenia na Zakrzówku miejskiego parku. Uważamy, że proponowany przez Biuro Planowania Miasta projekt planu jest zaprzeczeniem tej polityki i że nie uwzględnia w żaden sposób potrzeb społeczności Krakowa. Domagamy się natychmiastowego utworzenia na Zakrzówku zespołu przyrodniczo-krajobrazowego, który ochroni przyrodę tego miejsca i zabezpieczy je przed próbami zabudowy. Nie godzimy się na wymianę działek miejskich na działki należące do inwestora na Zakrzówku, czyli na pozorne i krótkowzroczne działanie, które w dalszej perspektywie będzie tylko realizacją zysku określonego podmiotu gospodarczego.

Miasto zgodnie z rekomendacją Komisji Planowania Przestrzennego Rady Miasta z roku 2005 powinno dążyć do wykupu prywatnej ziemi i utworzenia parku, podobnie jak zrobiono 100 lat temu, wykupując na rzecz miasta Las Wolski.

Żądamy, aby radni i urzędnicy miejscy chronili Kraków przed dewastacją deweloperską, tłumacząc się, że nie mogą nic zrobić. Brak wizji rozwoju Krakowa i łatanie dziur planami miejscowymi tworzonymi pod potrzeby konkretnych inwestorów, a nie potrzebę miasta, prowadzi do degeneracji organizmu miejskiego. Konsekwencje takich działań widzimy w przypadku nowej zabudowy Ruczaju, gdzie brakuje podstawowej miejskiej infrastruktury, a w skrajnych przypadkach nawet dojazdów do bloków.

Nie godzimy się na marginalizowanie opinii publicznej przy podejmowaniu działań administracyjnych. Przestrzeń Krakowa nie jest własnością urzędu – jest własnością wspólną.

Przypominamy, że za ochroną Zakrzówka przed zabudową i utworzeniem tam parku we wrześniu 2008 roku podpisało się  tysiące krakowian.

 

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.